niedziela, 22 stycznia 2012

Gdzie jest gorzej?!

Miernikiem jakości życia oraz zamożności społeczeństwa, dość często jest najniższe krajowe wynagrodzenie, średnie krajowe wynagrodzenie oraz tzw. rozwój gospodarki. I tak podaje się te wartości, aby udowodnić, że gdzieś żyje się lepiej lub gorzej. O bzdurności poziomu rozwoju gospodarki jako miernika poziomu życia obywateli, pisałem już wcześniej. Dziś chciałbym się skupić na wynagrodzeniu i próbie wyjaśnienia, dlaczego w państwie XXX jest lepiej/gorzej, pomimo, że zarobki tam są mniejsze/większe.

Same zarobki tak naprawdę niewiele mówią. Nawet jeśli są podawane w tej samej walucie bez konieczności przeliczania między nimi. Jeśli chodzi o Polskę, to minimalne wynagrodzenie w zeszłym roku wyniosło 1 386 zł brutto (w tym roku 1 500 zł, ale nieznane jest jeszcze średnie). Średnie wynagrodzenie, w trzecim kwartale 2011 roku wyniosło 3 416 zł brutto.

Tu już można zauważyć pewną ciekawostkę. Wiele osób twierdzi, że dużo lepiej, żyje im się w Czechach niż w Polsce – mimo tego, że minimalne wynagrodzenie u nich jest niższe niż w Polsce, przeciętne podobne, a ceny wyższe. Czech za litr paliwa płaci obecnie 6,05 zł za Pb95 i 6,21 zł za ON. To ponad 50 groszy drożej niż u nas.

Dlaczego więc porównanie wynagrodzeń nie odzwierciedla poziomu życia w danym kraju?

1. Siła nabywcza.

Znacznie bardziej sensownym miernikiem jest siła nabywcza obywatela. Określa ona, ile określonych towarów i usług jest w stanie kupić obywatel za dany nominał pieniądza. Może odnosić się do wynagrodzenia minimalnego lub średniego netto ew. do konkretnego nominału (np. 100 zł). I tak np. w kraju XXX zarobki mogą być 2 razy wyższe, ale ceny 4 razy wyższe, czyli siła nabywcza będzie 2x mniejsza niż w kraju “wzorcowym”. W kraju YYY zarobki mogą być 10 razy niższe, ale produkty tańsze 15 krotnie – w tym wypadku siła nabywcza jest wyższa i teoretycznie obywatelom powinno się żyć lepiej.

I tak np. z danych GfK Polonia, opublikowanych 12 stycznia 2010 roku wynika, że Polska jest na 29 miejscu w Europie pod względem siły nabywczej obywatela. Słowacja ma 1,5x wyższą siłę nabywczą, UK 3x wyższą, a Francja 4x wyższą. Siła nabywcza Polaka, stanowi ok. 39% siły nabywczej przeciętnego Europejczyka.

2. Rozkład w społeczeństwie średniego i najniższego wynagrodzenia.

Wykres 1:

path4444

W tym przypadku, największa ilość osób zarabia najniższą krajową. Średnią, faktycznie zarabia niewielka ilość osób, a całość jest bilansowana przez najbogatszych. Tu warto też zwrócić uwagę jaki jest stosunek wysokości wynagrodzenia w administracji i rządze, do wynagrodzenia np. pracowników fizycznych w fabrykach.

Wykres 2:

path4506

W tym przypadku, największa ilość osób zarabia średnią krajową. Tych zarabiających najniższą jest niewiele.

Nie ulega wątpliwości, że pomimo takiego samego wynagrodzenia minimalnego i średniego, w kraju z wykresu 2, będzie się żyło lepiej. Zdecydowana większość osób, zarobi prawie 2,5 x więcej niż w kraju z wykresu 1. Tutaj też łatwo wykazać brak słuszności liberałów domagających się zniesienia najniższej krajowej. Oni liczą, że u nas sytuacja bardziej przypomina tą z wykresu 2, tymczasem wygląda tak jak na wykresie 1. Zniesienie najniższej krajowej, spowoduje przesuniecie całości jeszcze bardziej w lewo i dodatkowy wzrost w zakresie od >10 000. Zniesienie najniższej krajowej przy naszym bezrobociu, spapranym wykształceniu (tysiące socjologów, psychologów i politologów) i wynikającym z tego, panującym “rynku przedsiębiorców”, pogorszy tylko sytuację najbiedniejszych, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie mógł wykonywać jakąś pracę taniej (np. emeryt dorabiający, albo rencista). Najniższa krajowa traci sens tylko w krajach wysoko rozwiniętych. Typowym argumentem liberałów jest to, że osoba wykwalifikowana, posiadająca unikalne umiejętności zawsze znajdzie sobie pracę za dobre wynagrodzenie. Problem w tym, że świat nie kończy się na managerach, inżynierach i specjalistach. Ktoś jeszcze musi sprzątać, rozładowywać, rozwozić towary, przepychać kibel. Budowanie rynku pracy na samych osobach dobrze wykształconych, to jak wojsko które składa się tylko z oficerów. Niby na co dzień jest OK, ale w przypadku wojny okazuje się, że nie ma komu walczyć. Pracodawca niby sam powinien wyceniać wartość pracy pracownika, ale przy tendencjach w krajach takich jak Polska, bez zapisów prawnych, jest niemal pewne, że wyceniłby je na michę ryżu dziennie.

3. Obciążenia fiskalne i przymusowe daniny.

Podawane kwoty, są przeważnie kwotami brutto. Od tego należy odprowadzić podatki, oraz inne mniej lub bardziej niepotrzebne składki na rzecz jakiegoś wyimaginowanego dobra. W związku z tym, w jednym kraju z 1386, na rękę obywatel dostanie 900, w innym 1 250. Do tego dochodzą inne opłaty narzucone przez państwo, jak akcyza, podatek VAT, różnego typu opłaty. Przykładowo, jeśli ktoś pokonuje samochodem 10 000 km rocznie, w tym 30 % po autostradach. W Niemczech nie dopłaci nic, w Polsce coś ok.  600 zł, w Czechach 198 zł (tyle kosztuje roczna winietka, upoważniająca do nielimitowanego poruszania się pojazdem <3,5 t po autostradach i drogach ekspresowych).

4. Socjal i inne dodatki.

Najniższa krajowa, to nie znaczy zawsze to samo. Wielu przedsiębiorców, co prawda oferuje najniższą krajową, ale dodatkowo bierze na siebie koszty mieszkania pracownika (hotele pracownicze budowane na terenie zakładu, pracownik mieszka za darmo, płaci tylko za media) oraz jego wyżywienia (przeważnie fundowany jest mu obiad). Dzięki temu, pracownik ma całą resztę wynagrodzenia dla siebie i w wielu przypadkach jest to dla niego znacznie bardziej opłacalne. Wynajem pokoju np. w Lublinie, to koszt ok. 500-600 zł. Obiad, to równowartość ok. 15 zł dziennie (450 zł miesięcznie). Aby żyć na takim samym poziomie, pracownik powinien więc zarabiać ok. 2 300 zł na rękę (co dla pracodawcy oznacza miesięczny koszt w wysokości 4 000 zł na jednego pracownika). Zarobi więc też na tym i pracodawca. Zwykle jest w stanie zapewnić mieszkanie i wyżywienie po niższych kosztach (bo hurtowo, lub wielokrotnie we własnym zakresie), dzięki temu pracownik kosztuje go mniej.

W Polsce oczywiście średnio by to funkcjonowało ze względu na pazerność naszego państwa, które sklasyfikowałoby “darmowe” mieszkanie i wyżywienie, jako przychód obywatela i kazało odprowadzić podatek od średniej wartości ceny takich usług na mieście (ok. 200 zł miesięcznie).

Do tego należy doliczyć wszystkie te “gratisy”, które obywatel “dostaje” od rządu w ramach opłacanych przez siebie podatków. W kraju XXX może ich być mniej, w kraju YYY więcej. Dlatego nawet w krajach gdzie obywatele są mocno opodatkowani, może im się żyć lepiej niż w krajach w których podatki są stosunkowo niskie. http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,9174991,Bajkowe_losy_libijskiej_gospodarki__Rewolucja_na_wyspie.html

5. Bezrobocie.

To chyba oczywiste, że im mniejsze bezrobocie, tym mniej osób musi żyć za kwotę niższą, niż najniższe ustawowe wynagrodzenie. Bezrobocie w Polsce, wynosi ok. 12%. Jednak “bezrobotny” w naszym kraju, to osoba która przede wszystkim, jest zarejestrowana w Urzędzie Pracy. Jeśli nie jest, to pomimo, że nie wykonuje pracy zarobkowej, nie jest zaliczana do grupy bezrobotnych.

Każdy ma chyba znajomych, którzy od wielu miesięcy pozostają bez pracy, ale nie rejestrują się “bo to wstyd”. Osoby takie albo sezonowo dorabiają (przeważnie na czarno), albo pozostają na utrzymaniu rodziców/partnerów. Szacuje się, że uwzględniając osoby bez pracy i jednocześnie niezarejestrowane w UP, poziom bezrobocia wyniósłby ok. 30%.

Do tego dochodzi łatwość prowadzenia działalności gospodarczej w poszczególnych krajach. Generalnie, danej osobie wystarczy, jeśli zarobi miesięcznie ok. 1 200 zł na rękę. Tyle może zarobić świadcząc jakieś tam swoje usługi. To jest kwota absolutnie realna. Tyle można zarobić zajmując się koszeniem trawników. Wiele osób spokojnie woli odpalić 50 zł za wykoszenie średniej wielkości trawnika osobie trzeciej, niż marnować na to czas w weekend (bo na tygodniu pracuje). Łatwo policzyć, że taka osoba, jeśli skosi jeden taki trawnik dziennie, to pracując od poniedziałku do piątku zarobi przez miesiąc 1 000 zł. A przecież wykoszenie takiego trawnika, to ok. 3 godziny czasu (swój tyle czasu koszę, włączając w to wyciągnięcie sprzętu, wykoszenie, zmagazynowanie/utylizacja ściętej trawy, dopieszczenie wykaszarką i posprzątanie). Dziennie zatem można wykosić co najmniej 2 trawniki, co daje kwotę 2 000 zł. Niestety, aby zarobić te 1 200, taki “kosiciel”, musiałby wygenerować przychód ok. 3 000 zł (bo przecież ZUS, podatki, księgowość itd.), a to już łatwe nie jest. Dlatego zamiast kosić trawniki, zarabiać na siebie, konsumować, idzie na zasiłek, bo państwo nie pozwala mu uczciwie zarobić (nie na czarno, bo na czarno oczywiście może). Państwo woli za niego płacić, niż pozwolić mu zarabiać. No bo jeśli ten wyciągnie nawet 1 500 zł (co by mu zupełnie wystarczyło), to i tak po odprowadzeniu samego ZUS-u zostanie mu jakieś 600-700 zł – a przecież firma, to też inne wydatki. Tu warto zwrócić uwagę na raporty Doing Bussines. W statystykach ujęte są 183 kraje. Pod względem szybkości i łatwości uzyskania pozwoleń na budowę jesteśmy na 159. Na 128 pod względem obciążenia podatkami i opłatami i 115 miejscu jeśli chodzi o łatwość zakładania działalności gospodarczej. W jako takiej czołówce jesteśmy tylko pod względem łatwości zaciągnięcia kredytu (8 miejsce). Pod względem pozostałych kryteriów zajmujemy miejsca od 36 do 87, co daje nam łącznie 59 pozycję – a przewidywany w 2012 roku jest spadek na 62 pozycję. Tu na pocieszenie można dodać, że w Czechach jest jeszcze gorzej, ale wyprzedza nas np. Białoruś.

6. Mentalność obywateli.

Jeśli ludzie są w porządku, to nawet najgorsze otoczenie może wydawać się całkiem przyjemne. Nie ulega wątpliwości, że w kraju w którym ludzie są uczynni, tolerancyjni, uczciwi, inteligentni, nie są zawistni, widzą problemy swojego kraju nie tylko przez pryzmat swojej obecnej sytuacji, są skłonni do poświęceń – będzie się żyło lepiej, niż w kraju w którym rodak dorabia się na dymaniu rodaka.

Wspaniałomyślny pracodawca, uczciwi i pracowici pracownicy – to jest coś co generuje przychody i sprawia, że zarówno jednym jak i drugim żyje się lepiej. To wymaga odpowiedniego toku myślenia. Obecnie żyjemy w kraju, w którym ludzie domagają się jedynie przywilejów dla nich samych, kosztem innych. Bez zastanowienia się, czy te przywileje im się należą, czy nie. Pracodawcy łamią zapisy KP i są bezkarni, dodatkowo domagają się zniesienia jak największej ilości obowiązków z ich strony, względem pracownika. Pracownik ma na celu jedynie się dorobić jak najniższym kosztem, nie szanuje stanowiska pracy, opierdala się, kombinuje ze zwolnieniami lekarskimi.

To samo tyczy się rządu. Kraj rządzony przez ludzi, którzy na pierwszym miejscu stawiają dobro obywateli, zawsze będzie przyjemniejszy od kraju w którym rząd dba tylko o własne interesy. Dlatego w jednym kraju roponośnym przelewa się od bogactwa, a w innym bieda aż piszczy, kontrastująca ze złotymi pałacami przywódców.

Dodatkowe pozytywne cechy to skłonność do buntu i świadomość swojej wartość. Zadziwiające jest, że 80 latek który ledwo trzyma się na nogach, jest w stanie przejechać pół Polski, aby następnie spędzić kilka dób śpiąc na karimacie w namiocie, celem protestu w tak błahej sprawie jakim jest umieszczenie jakiegoś krzyża tu, a nie gdzie indziej. W tym samym momencie rząd wprowadza ustawy godzące w wolność obywateli, podnosi podatki, a młodzi, sprawni obywatele, których zmiany najbardziej dotyczą, całą sprawę mają w dupie i wolą wierzyć, ze nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.

Zatem jeśli kolejny raz ktoś będzie komuś wmawiał, że gdzieś jest lepiej/gorzej niż gdzieś indziej – niech to odniesie do tych wszystkich punktów, a nie tylko do nic nie mówiących wskaźników. W końcu z jakiegoś powodu to my ciągle uciekamy do krajów gdzie ma być lepiej (pomimo wciskania nam, że tam wcale lepiej nie jest), a nie oni przyjeżdżają do nas. No może poza Czeczenami, ale oni wcale nie są tu dlatego, bo lepiej im się pracuje, albo łatwiej prowadzi działalność gospodarczą.

3 komentarze:

  1. Było kiedyś coś takiego, jak wskaźnik Big Maca. Nie mówię, że doskonałe, ale nawet fajne narzędzie do mierzenia siły nabywczej.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Było - chociaż to raczej takie młodzieżowe, żeby łatwo trafić. Równie dobrze wskaźnikiem mógłby być 0.5 litrowy kufel piwa Carlsberg. ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. http://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/dolar;za;2;12;zlotego;wedlug;big;maca,211,0,1010899.html#utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=rss

    Właśnie go policzyli. :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze