sobota, 28 stycznia 2012

Nie oszukuję fiskusa!!!

Wpis dedykowany niejakiemu Cichemu. Stały komentator wszelkich moich narzekań na rząd (pojebałem nicki). Hejter PO, który bez skrępowania i wstydu opowiada, że głosował na Tuska już dwa razy. Podobno jego zdaniem jedyny rząd, który się jak dotąd nie skompromitował. Twierdzi, że podatki u nas są niskie. Sam płaci ich ok 35% od swojego wynagrodzenia (jeśli dobrze pamiętam, tyle zapłacił któregoś roku – ostatniego, lub przedostatniego). Nigdy nie oszukał też państwa ani fiskusa (co już jest ciekawostką, biorąc pod uwagę, że z samego wynagrodzenia państwo pobiera więcej). Zawsze skrupulatnie się rozlicza ze wszystkiego z czego powinien.
Wpis też dedukuję Marsjaninowi który mało nie dostał zawału, jak się dowiedział, że gdy kumpel podwozi go do pracy, to ten musi od tego odprowadzić podatek.
Nie jest żadną tajemnicą, że fiskus wyciąga do nas łapy dwa razy (gdzie tam dwa – wiele razy) po te same pieniądze. Najpierw z tytułu ich zarobienia, a następnie z tytuły ich zaoszczędzenia. Jeśli szef zaprosi cię na imprezę integracyjną, a ty z niej skorzystasz musisz zapłacić podatek. Oszczędzasz na tym, bo mógłbyś się w piątek wieczorem nawalić sam, płacąc za to 100 zł w lokalnym pub-ie, ale skorzystałeś z zaproszenia szefa, który za wypity alkohol i spożyte jedzenie zapłacił. Fiskus nie bierze pod uwagę, że stawiając się na firmową imprezę poniosłeś straty – chociażby w postaci dojazdu do innego miasta i wykupienia sobie noclegu (co nieraz przekracza wartość imprezy, a jednak musisz być, bo jak nie jesteś, to wypadasz z grupy towarzyskiej). Masz zapłacić, bo jego zdaniem zaoszczędziłeś, a skoro zaoszczędziłeś to zarobiłeś. Myślenie gorsze nich gangsterów ściągających haracze.
Teraz fiskus poszedł o krok dalej. I tak:
Nawet jeśli nie poszedłeś na firmową imprezę, lecz leżałeś chory w łóżku, to i tak fiskus zażąda od ciebie podatku za wartość tego, czego na imprezie nie zjadłeś i nie wypiłeś. Aby pracodawca pobrał podatek, wystarczy, że zostałeś zaproszony. […] Taki sposób rozumienia obowiązku podatkowego potwierdził w ostatnim orzeczeniu Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. akt II FSK 2749/11). […] Wyrok NSA oznacza, że bez względu na to, jakie pozapłacowe świadczenie przyzna nam pracodawca, i bez względu na to, czy z niego skorzystamy, czy nie, czeka nas konieczność wysupłania z kieszeni kolejnych pieniędzy na dodatkowy podatek. Zapłacimy i za udział w firmowej gwiazdce, na której nie byliśmy, i za przyznane nam i nigdy niewykorzystane bilety do kina dla rodziny. Nie liczy się bowiem to, co dostaliśmy i jak z tego skorzystaliśmy, ale to, że potencjalnie nie musielibyśmy zapłacić za coś, co normalnie ma swoją rynkową cenę.
Cichy pewnie powie, że Gazeta Prawna to gówno nie źródło, bo to żydo-masonerski pomiot który robi wodę z mózgu takim “samodzielnie myślącym” jak ja i że skoro nie podali tego w TVN, to znaczy, że to nie prawda. Że NSA to pionki Kaczyńskiego itp. Ale mi tam takie źródło wystarczy.
Czyli dążymy (albo już jesteśmy w punkcie, bo przyznam się, że Polskich podatków mimo szczerej chęci sam nie ogarniam do końca) do tego, żeby płacić podatek za to, że do pracy poszło się pieszo, zamiast korzystać z komunikacji publicznej, albo samochodu. W końcu uzyskało się z tego tytułu przychód. Przychodem może być także załatwienie potrzeb fizjologicznych w firmowym WC (oszczędzasz na rachunku za wodę i ścieki) lub skorzystanie z darmowego firmowego parkingu. Leczysz się sam – płać podatek, bo zaoszczędziłeś na wizycie u prywatnego lekarza (do państwowego jesteś umówiony za 3 dni).
Podejrzewam, że sprawa nie tyczy się tylko imprez firmowych, tylko wszelkiej maści imprez, na których można się zabawić za darmo.
Także Cichy… z olbrzymią przyjemnością, zapraszam Cię do mnie. Za pół godziny, robię imprezę. Dziwki, chlanie, żarcie w najlepszym gatunku. Jak odkręcisz kran będzie z niego płynął “dżony weilker”, a jak będziesz chciał murzynkę, to przemaluję na czarno jednego z naszych (za ten tekst właściciel praw autorskich do “Chłopaki nie płaczą” mógłby zamknąć mojego bloga, na mocy porozumienia ACTA). Nie wiem ile będzie trwała cała impreza, ale wiem, że każdemu z gości mam zamiar ofiarować prezent wartości 10 000 zł. Korzystając ze wszystkich dobrodziejstw na mojej imprezie, “zarobisz” 20 000 zł (dycha w formie darmowych usług gastronomiczno-uprzyjemniających życie i dycha w formie prezentu). Podatek dochodowy wyniesie Cię jakie 3 600 zł.
Chuj z tym, że nie przyjedziesz. Ja Cię zaprosiłem, więc potencjalnie nie musiałbyś zapłacić za coś, co normalnie ma swoją rynkową cenę. I co teraz? Nadal jesteś uczciwym podatnikiem, nie oszukującym fiskusa który doskonale odnajduje się w klarownym prawie podatkowym naszego państwa? Tylko daj znać, czy odprowadzisz ten podatek! Jeśli nie, to znaczy, że jesteś takim samym złodziejem jak ja, okradającym przymierającego z głodu Donalda T i jego watahę. Jeśli zapłacisz, to ja raz w tygodniu będę zapraszał Cię na takie imprezy i tym samym udowodnię Ci, że gdybyś chciał się rozliczać skrupulatnie z fiskusem, to płaciłbyś nie tylko 74% (jak to podaje któraś tam organizacja zagraniczna, której nazwy nie pamiętam) czy 85% (jak wyliczyli specjaliści z centrum Adama Smitcha), tylko zdecydowanie ponad 100% swoich dochodów.

3 komentarze:

  1. http://www.po-land.pl/wp-content/uploads/2012/01/poparcie.jpeg

    Komentarz dedykuję Cichemu.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. No ładnie - skomentowałem jeden wpis na temat polityki (nawet nie o PO, dopiero w dyskusji ten temat wypłynął) i od razu awansowałem na "stałego komentatora narzekań na rząd". Szybko się u Ciebie robi karierę;-).

    Ad meritum - wyrok jest jawnym absurdem, ale Twoja interpretacja pomija ten szczegół, że nie jesteś moim pracodawcą, więc Twoje zaproszenia nie są świadczeniami, do których odnosi się wyrok.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Yyy nie komentowałeś innych? To sorrki, chyba musiałem pomylić nicki.

    > że nie jesteś moim pracodawcą,

    Co z tego? A w przypadku gdy nie jestem nie osiągasz "przychodu"? Potencjalnie nie musiałeś zapłacić za coś, co normalnie ma swoją cenę rynkową. To, że wyrok tyczył się akurat pracodawcy, nie znaczy, że muszą zachodzić takie powiązania. ;)

    PS: Szkoda, że nie byłeś na imprezie :D

    OdpowiedzUsuń na zawsze