Nie wiem czy śmiać się czy płakać, gdy czytam wypowiedzi zwolenników ACTA. Wg. nich, większość z tych którzy protestują (zdaniem Cichego 99,99%), w ogóle nie zna bo nigdy nie czytała treści tej umowy. Protestujący to przeważnie gimnazjaliści którzy idą się wyżyć, albo pseudo-kibice, mszczący się na Donaldu Tusku za to, że ze 100% skutecznością wyeliminował ich z krajobrazu Polski.
Takie brednie powtarzane są przez polityków, w mediach i kopiowane przez pożytecznych idiotów, którzy bez próby podjęcia jakiejkolwiek racjonalnej dyskusji, czy choćby sprawdzenia źródeł, wmawiają wszystkim, że na pewno czegoś nie czytali (choć jak sami otwarcie przyznają też tego nie czytali – nawet politycy przyznają, że głosowali w ciemno).
Do wszystkich tych co to się czują obrażeni tym, że nazywa się ich lemingami, mam proste pytanie. Co nowego odnośnie ochrony praw autorskich wprowadza ACTA w Polskim prawie?!
Protestujących przedstawia się jako obrażonych na nowe przepisy, które zabronią im ściągania pirackich treści z Internetu. Tak jakby do tej pory, przepisy dotyczące ochrony praw autorskich w Polsce nie istniały. Polskę przedstawia się jako dziki kraj, stojący na piractwie i braku szacunku dla własności intelektualnej, gdzie stan rzeczy może zmienić tylko ACTA.
Jest to oczywista bzdura i manipulacja. ACTA w tej kwestii, nie zmienia praktycznie nic. jedyne co dodaje, to nowe uprawnienia dla organów ścigania i organizacji zrzeszających artystów. Uprawnienia, których zasięg jest nieadekwatny do szkodliwości społecznej czynu polegającego na bezprawnym korzystaniu z kopii oprogramowania lub pliku multimedialnego. Innymi słowy – i teraz i po ratyfikowaniu ACTA, nie można korzystać z np. pirackiej wersji oprogramowania lub udostępniać pobranych z sieci plików multimedialnych. I teraz i później, posiadacz praw autorskich może pozwać osobę która dopuściła się wykroczenia przeciwko niemu. Jednak po podpisaniu ACTA, osoba będąca w posiadania materiałów naruszających prawa autorskie może mieć problemy nawet gdy jej wina jest tylko domniemana. Środki tymczasowe będą mogły być zastosowane bez wysłuchania drugiej strony, jeśli strona dojdzie do wniosku, że zwłoka może spowodować dla posiadacza praw autorskich stratę.
Zatem jeśli mój blog zacznie komuś przeszkadzać, a ten potrafi go shakować lub znajdzie kogoś, kto jest właścicielem praw autorskich do któregokolwiek elementu na nim zamieszczonego (może być np. cytat wypowiedzi) i ten zgodzi się na przekazanie jemu tych praw, to nawet jeśli moje przewinienie jest domniemane (artykuł 11) lub widoczne “na pierwszy rzut oka” (artykuł 17), może:
- wystąpić do mojego dostawcy Internetu o ujawnienie danych dotyczących tego co wysyłam/odbieram (artykuł 11, 22 i 27,4),
- zablokować mi dostęp do sieci i do mojego bloga, a także do komputera za którego pomocą bloga tego tworzyłem (artykuł 8.1),
- nie muszą słuchać moich wyjaśnień (artykuł 12.2),
- a jeśli okaże się, że faktycznie wykorzystałem coś (grafika z Google, łącze do filmu na YT, cytat) na wykorzystanie czego nie miałem udzielonej zgody autora, treści można usunąć (artykuł 10.1), a mój komputer wraz z peryferiami zniszczyć (artykuł 10.2).
Oczywiście w umowie coś nie znajduję informacji dotyczących możliwości domagania się odszkodowania za straty moralne i finansowe z tytułu pomówienia czy niesłusznych roszczeń osoby posiadającej prawa autorskie do danej treści. Brakuje też jakichkolwiek przepisów regulujących obrót towarami, co do których licencja na ich używanie nie została jasno określona (skąd mam wiedzieć, na jakiej licencji jest grafika z Google Images i kto ma do niej prawa autorskie?).
Co więcej, sama ACTA nic zmieni w uczciwej walce z piractwem. Jeśli chodzi o same pliki multimedialne – wartość jednego pliku muzycznego wynosi coś ponad 2 zł o ile dobrze pamiętam. O ile dana osoba, nie ma naprawdę ogromnej kolekcji plików muzycznych, to kwota odszkodowania wyniesie od kilku do kilkunastu tysięcy zł. Koszty postepowania i ekspertyzy, wyceny dokonane przez biegłych, niejednokrotnie przewyższają kwotę odszkodowania, w dodatku w wielu przypadkach nie jest możliwe jednoznaczne ustalenie winnego. W związku z tym, organy ścigania nie łapią się małych płotek, bo też mają swoje budżety, a walka z piractwem jest jednak kosztowna.
W tym świetle nie ulega wątpliwości, kto najbardziej skorzysta na ACTA. I wcale nie chodzi tu o zyski dla koncernów fonograficznych. ACTA to legalizacja inwigilacji i kaganiec na gębę internautów, którzy zawsze i w każdej chwili mogą zostać posądzeni o piractwo i na tej podstawie uciszeni na długo lub na zawsze. Uciszyć za piractwo, jest nieporównywalnie łatwiej, niż za pedofilię czy terroryzm. No bo czy jest osoba, która ma pisemne zezwolenie lub dowody na to, że mogą używać, pobierać, udostępniać materiały w których są posiadaniu? Stąd ta ustawa i stąd te protesty.
0 komentarze:
Prześlij komentarz