niedziela, 1 stycznia 2012

Prywatyzacja szkół, lekarstwem dla szkolnictwa

Tak się mówi. Jak się sprywatyzuje, to ponoć wszystko działa lepiej. Korwin mówi, że “do prywatnych szkół chodzi tylko ten kto chce się uczyć”. Czyżby?

Że to bzdury wie każdy, kto chodził do szkoły lub studiował. Zwłaszcza w ciągu ostatnich 5 lat. Przykład?

Dyrektor elitarnej szkoły fałszował dzienniki.

Uczniowie nie chodzili na lekcje, a i tak dostawali oceny i byli dopuszczani do matury. Według prokuratury, tak wyglądała nauka w elitarnej szkole amerykańskiej w Warszawie - donosi "Rzeczpospolita". Właśnie do sądu trafił akt oskarżenia w tej sprawie.

Przecież prywatne szkoły już mamy i czy są one szczytem jakości kształcenia? Kończą je jeszcze gorsi debile niż szkoły publiczne. Bo w szkole publicznej coś tam jednak umieć trzeba, w szkole prywatnej wystarczy zapłacić czesne. Co więcej szkoły prywatne obniżyły tylko poziom szkół państwowych. Te aby być konkurencyjne musiały zacząć uczniom ułatwiać, bo inaczej ci prysnęliby do szkoły prywatnej, gdzie piątki i szóstki opłaciliby im rodzice.

Efekt prywatyzacji szkół? Taka sama ilość debili jak jest, którzy przez całą szkołę się opierdalali. Szkoła to tuszuje aby być przyjazna, dobrze wypadać w statystykach i być konkurencyjną wobec innych. Oni następnie z tytułami zaczynają leczyć ludzi, budować mosty czy konstruować. Partaczą, bo nic nie umieją, a że mają bogatych rodziców, to ci zawsze wyciągają ich z kłopotów. Zdolni, ale zbyt biedni na opłacanie szkoły, zostają kopać rowy, albo emigrują do bardziej normalnych krajów w których mogą normalnie funkcjonować. Bo przecież w edukacji chodzi o to, żeby zarabiać na niej, a nie kształcić obywateli.

46 komentarze:

  1. Debili będzie ile było, czyli większość, ale dobrze, że istnieją szkoły (publiczne!), do których nie idą debile, i z których tacy nie wychodzą.

    OdpowiedzUsuń
  2. W obecnej sytuacji do każdej szkoły idą debile. Niby jak mają nie iść, skoro program nauczania przygotowywany jest pod nich?! To, czy szkoła jest publiczna czy prywatna, nie ma ŻADNEGO znaczenia! Liczy się poziom nauczania i wymagania stawiane uczniom, a nie to, czy się za to płaci, czy się nie płaci. Polska woli brylować w statystykach ilości wypuszczanych magistrów, niż przyłożyć się do tego, żeby przyszły magister był jednak mądrzejszy od maturzysty z czasów PRL.
    Gdyby matura była na odpowiednim poziomie, gdyby były na odpowiednim poziomie egzaminy wstępne, gdyby były na odpowiednim poziomie egzaminy zaliczeniowe - wtedy debile by nie wychodzili, bo by się w ogóle tam nie dostali.
    Za komuny jak ktoś był idiotą, to kończył 6 albo 8 klas, przyuczył się do zawodu albo szedł do kopania rowów (bez względu na to ile miał pieniędzy - chyba, że dał w łapę, albo miał rodziców partyjnych). Teraz z każdego na siłę robi się magistra. Musi skończyć szkołę średnią, musi zdać maturę, musi dostać się na studia. Debil po studiach od tego bez studiów różni się wymaganiami. Nie nadaje się do pracy zgodnej z wykształceniem, a tej do której się nadaje nie podejmie, bo przecież "on ma wyższe".
    Debil bogaty, od debila biednego różni się majętnością rodziców.
    Zdolny bogaty, od zdolnego biednego różni się majętnością rodziców.
    Calem właściwym, jest eliminacja debili, a nie ludzi niezamożnych. A tego na pewno się nie wyeliminuje poprzez prywatyzację, bo jak widać ona się NIE SPRAWDZA. I na logikę, sprawdzić się nie może. Niestety żyjemy w kraju zarządzanym przez managerów, a nie osoby które się na tym znają. Dlatego z jednej strony będziemy mieć statystyki i wzrost gospodarczy, a z drugiej patologie i absurdy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok, przyznaję się, nie wiem, jaki jest obecnie poziom matur, pewnie niezbyt wysoki, ale rozpocząłem i skończyłem edukację w szkole średniej już w wolnej Polsce i naprawdę nie zauważyłem wtedy wokół siebie wielu debili. Może dlatego, że to było dosyć dawno, pamiętam jak startowała sieć Cyfronet w Krakowie i tworzyliśmy szkolną sieć. Często tam jeszcze wpadam, i widzę, że atmosfera się nie zmieniła. Ale ok, to mogą być wyjątki...

    OdpowiedzUsuń
  4. Stary... nie porównuj poziomu z lat 90 z tym, co się dzieje obecnie. Okres 1990 - 2000, a lata późniejsze, to dwie różne bajki. Z rozmów z wykładowcami, a także z własnych obserwacji wynika, że poziom zaczął spadać tak gdzieś ok 2000 roku i spada coraz bardziej.
    Polecam mój wpis z ksero-studentami. A teraz podobno jest jeszcze gorzej. Niezłe jaja są gdy spróbujesz poczytać fora studenckie. Jakim językiem piszą, jakie mają roszczenia, jaki mają światopogląd.
    Jestem mgr inż. pracuję jako informatyk śledczy. Ze znajomych ze studiów, na palcach jednej ręki można policzyć tych, którzy dostali dobrą pracę, zgodną z kwalifikacjami i wykształceniem. Reszta albo bezrobotna, albo braman, albo przedstawiciel handlowy, telemarketer, zmywak w UK, kasa w Tesco. To nie to, że nie ma pracy lepszej - oni się po prostu do niej nie nadają, bo nic nie umieją. Zresztą co się dziwić, skoro większość z nich, nie radziła sobie nawet z poprawnym sformatowaniem pracy zaliczeniowej ściągniętej z Internetu. Zero instynktu samozachowawczego. Kiedy pisaliśmy magisterkę, byliśmy w tej komfortowej sytuacji, że można było sobie wybrać dowolny temat i dobrać do tego promotora. Nawet tego nie potrafili... napisać jakiś mądry wywód na temat tego na czym się znają.
    Ale oczywiście każdy się wybronił, a jak nie dał rady, to poszedł na płatne. Mają wyższe, chociaż z ich wiedzą ogólną i logiką nie dałbym im nawet matury. Przy czym nie uważam się za jakiegoś geniusza. Też odczuwam dyskomfort rozmawiając z osobami starszymi, którzy pomimo gorszego wykształcenia lepiej się wypowiadają ode mnie, lepiej znają historię, znają lektury, są nieźli z matmy, mają lepszą wyobraźnię przestrzenną. Oni po prostu tacy są, bo tak ich kształcono. Jak już się czegoś uczyli, to było to wykładane na pewnym poziomie i były pewne wymagania, żeby to zaliczyć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Doskonalę Cię rozumiem, ale (zawsze jakieś jest) spojrzałem właśnie z ciekawości na wyniki matur z 2011 r. - 100 % zdało, średnia z matury podstawowej z matematyki 87%, z polskiego coś koło 80%, angielski ok. 90 - 95%. To nie jest szkoła dla debili. Dobrze, że takie wyjątki istnieją.

    OdpowiedzUsuń
  6. A widziałeś te pytania maturalne? Rzuć na nie okiem, porównaj z tym co my pisaliśmy. Jeśli uprościmy maturę do poziomu, że nie wiem... maturzyści będą dawać odpowiedzi, a komisja układać do nich pytania, to wszystko będzie na 100%. Nie ważne ile osób to zdało (bo będą zaniżać dotąd, dokąd nie zdadzą tego wszyscy), tylko jaka była trudność tych zadań. Pamiętasz wykop z tą marudzącą humanistką, ze musiała matmę pisać? Przecież większość tych zadań z matmy była na poziomie dla zdolnego absolwenta z podstawówki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tymczasem zaczynam wierzyć w to powiedzenie o sumie inteligencji i liczebności populacji, przypisywane bodaj Einsteinowi...

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny przykład szkoły prywatnej, w której już nie można nic chyba spier...ić: http://humanistyczne.edu.pl/

    OdpowiedzUsuń
  9. ^up
    Dziś już działa, może serwer jest pod biurkiem dyrektora, nieważne.

    OdpowiedzUsuń
  10. "Te aby być konkurencyjne musiały zacząć uczniom ułatwiać, bo inaczej ci prysnęliby do szkoły prywatnej, gdzie piątki i szóstki opłaciliby im rodzice."

    Jaki interes mieli by rodzice płacą za usługę której nie ma? Rozumiem inwestować w syna by ten się czegoś nauczył, ale żeby się nie nauczył? Jaka to dla niego przyszłość?

    "Oni następnie z tytułami zaczynają leczyć ludzi, budować mosty czy konstruować. Partaczą, bo nic nie umieją, a że mają bogatych rodziców, to ci zawsze wyciągają ich z kłopotów."

    Nie widzę problemu.
    Szkoła prywatna wypuszczająca szóstkowych durni splajtuje po pierwszym wypuszczeniu swoich absolwentów na rynek pracy. Zakładając prywatyzację całej gospodarki jak widzi to Janusz Korwin-Mikke, nie widzę powodu by się przejmować nieukami. Zwyczajnie żaden prywatny przedsiębiorca nie zatrudni pseudolekarza czy pseudobudowlańca na podstawie papierka ze szkoły, a jak zatrudni to szybko się "przejedzie" i wywali na zbity pysk. Ja do swojej firmy nie zatrudnię, a panowie?

    Mało tego - szkoła prywatna by być konkurencyjna musi na bieżąco pilnować przyszłego rynku pracy i trafiać w niego wprowadzając co rusz nowe/inne kierunki. W innym przypadku nie będzie pracy dla jej absolwentów.
    Jeżeli się mylę proszę mnie poprawić.

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  11. > Jaki interes mieli by rodzice płacą za usługę której nie ma?

    Lepsze oceny w podstawówce/gimnazjum, to lepsze liceum. Lepsze liceum i w nim lepsze oceny, to lepsze studia. Lepsze studia z wyższą oceną z obrony to lepsza praca. Klasyczny tok myślenia rodziców. Do tego dodaj sobie przyjemność pochwalenia się u cioci na imieninach jakie to synek ma same piątki szóstki oraz jakie wspaniałe pozostałe sukcesy naukowe.
    A teraz niby za co płacą rodzice w przypadku studiów? Za to, żeby ich dziecko przez kolejne 5 lat przedłużyło sobie dzieciństwo, pobimbało, pochlało, poimprezowało, na uczelni pojawiło się z okazji obowiązkowych ćwiczeń lub zaliczenia, machnęło sesje i otrzymało papierek dzięki któremu będzie mogło powybrzydzać w urzędzie pracy jak mu będą proponować pracę za kasą w markecie. Obecny absolwent uczelni ma mniejszą wiedzę niż maturzysta za PRL-u. Więc niby za co się płaci?!
    Jaki interes mają lekarze w opłacaniu studiów medycznych swoich dzieci – często rozpieszczonych maminsynków, debili i nieuków?! Fakt, że skończą studia i pojadą na zmywak do UK w niczym nie umniejsza faktu, ze dziecko poszło w ślad rodziców.
    Zresztą Polska to ogólnie kraj płacenia za usługę której się nie ma. ZUS, opieka medyczna, drogi, podatek od psa itd.

    > Zwyczajnie żaden prywatny przedsiębiorca nie zatrudni pseudolekarza czy pseudobudowlańca na podstawie papierka ze szkoły

    A czy obecnie ktoś im karze zatrudniać nieuków? Nikt im nie karze, a jakoś to robią. Nie wyobrażam sobie prywatyzacji dróg, policji czy kilku innych rzeczy.
    Stary – PRL już się skończył. Większość firm obecnie jest prywatnych. Przebierają pomiędzy jednym idiotą z papierkiem, a drugim idiotą z papierkiem. Ci którzy coś umieli już dawno wyjechali za granicę, bo światowe korporacje lepiej płacą niż nowobogacki wyzyskiwacz. Mamy całą masę prywatnych uczelni. Dlaczego kształcą beznadziejnie? Bo przeszkadza im konkurencja w postaci szkół państwowych? Przecież podobno konkurencja to zawsze lepiej i wyższy standard świadczonych usług. Ludziom zależy tylko na papierku a nie na wiedzy, dlatego nie idą tam gdzie zdobędą wiedzę, tylko papierek.

    > Jeżeli się mylę proszę mnie poprawić.

    W teorii masz rację. W praktyce – przejdź się do UP i popytaj tych co tam stoją w kolejce jaką uczelnię kończyli.
    Powtarzam jeszcze raz: uczelnie w tym momencie konkurują tylko i wyłącznie na odcinku „gdzie łatwiej dostać papierek”, a nie która lepiej kształci czy jaką ma renomę. I dopóki dla pracodawcy warunkiem koniecznym przyjęcia pracownika do jakiejkolwiek pracy będzie nie wiedza i umiejętności, a wyższe wykształcenie, to nic się w tym temacie nie zmieni. Pole do konkurencji, kształtują konsumenci, a nie firmy jako takie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do połowy tekstu się z Tobą zgadzam. I zgadzam się z tym, że dzisiaj uczelnie prywatne są od wydawania "dobrych" papierków. Jeśli stoją w UP Ci co pokończyli takie szkoły to bardzo dobrze! O to mi chodzi! Uważam, że gdyby szkolnictwo było prywatne to początkowo stało by ich jeszcze wiecej. I dobrze! Szansa dla tych co chcą się uczyć, a nie dla leserów.
      Chcesz się wykształcić by później zarabiać - idź do renomowanej szkoły, chcesz tylko papierka idź do (tańszej pewnie) konkurencji tak jak Twój kolega, który nie może po niej znaleźć pracy - będziecie razem stać w UP.

      Swoją drogą to, że stoją ludzie w urzędach to nie koniecznie sprawka ich szkół i wykształcenia (chodź też, bo miejsc pracy w danym zawodzie 50, a w szkole na tym kierunku miejsc 100 i drugie 50 ludzi nie ma co robić w tym zawodzie) tylko sprawka blokowania popytu na produkty i usługi.
      Przymusowo zabiera się krocie z wypłaty na (jak wspominałeś:"usługę której się nie ma") czyli zusy opieka medyczna, drogi, podatek za wódkę, podatek dochodowy, szkoły itd. Jak człowiek nie ma za co kupić, albo wynająć fachowca to tego nie robi. Jak nie robi to firma nie produkuje, murarz nie muruję, wynalazca nie tworzy.. A jak produkuje, muruje i tworzy to za śmieszne pieniądze i dużo zarobić nie da. Tu jest problem stania w UP. Przynajmniej ja to tak rozumuje.

      Dodam, że jeśli jest przymus płacenia wysokiego podatku, to zaczyna się opłacać kombinować i często Ci którzy stoją w UP na boku zarabiają lepsze pieniądze na czarno niż mieli by legalnie. Znam takich.

      ps. Policja według JKM zostaje państwowa, drogi międzymiastowe jednak nie i też ciężko mi sobie to wyobrazić, chociaż wole płacić za to po czym jeżdzę z ręki do ręki niż poprzez potworną akcyzę w paliwie przez tysiące rączek, a i tak koleiny jak cholera.

      Nie jesteś za prywatyzowaniem - kilka pytań:
      Jak rozwiązać to, by szkoły były państwowe, nie płacąc za nie z przymusu? Płacić wtedy kiedy się w niej uczę i żeby nie były jednocześnie bardzo drogie?
      Jak sądzisz?
      Nie chce płacić za studia syna bogatego ojca.

      Pozdrawiam,

      Usuń
  12. Do połowy tekstu się z Tobą zgadzam. I zgadzam się z tym, że dzisiaj uczelnie prywatne są od wydawania "dobrych" papierków. Jeśli stoją w UP Ci co pokończyli takie szkoły to bardzo dobrze! O to mi chodzi! Uważam, że gdyby szkolnictwo było prywatne to początkowo stało by ich jeszcze wiecej. I dobrze! Szansa dla tych co chcą się uczyć, a nie dla leserów.
    Chcesz się wykształcić by później zarabiać - idź do renomowanej szkoły, chcesz tylko papierka idź do (tańszej pewnie) konkurencji tak jak Twój kolega, który nie może po niej znaleźć pracy - będziecie razem stać w UP.

    Swoją drogą to, że stoją ludzie w urzędach to nie koniecznie sprawka ich szkół i wykształcenia (chodź też, bo miejsc pracy w danym zawodzie 50, a w szkole na tym kierunku miejsc 100 i drugie 50 ludzi nie ma co robić w tym zawodzie) tylko sprawka blokowania popytu na produkty i usługi.
    Przymusowo zabiera się krocie z wypłaty na (jak wspominałeś:"usługę której się nie ma") czyli zusy opieka medyczna, drogi, podatek za wódkę, podatek dochodowy, szkoły itd. Jak człowiek nie ma za co kupić, albo wynająć fachowca to tego nie robi. Jak nie robi to firma nie produkuje, murarz nie muruję, wynalazca nie tworzy.. A jak produkuje, muruje i tworzy to za śmieszne pieniądze i dużo zarobić nie da. Tu jest problem stania w UP. Przynajmniej ja to tak rozumuje.

    Dodam, że jeśli jest przymus płacenia wysokiego podatku, to zaczyna się opłacać kombinować i często Ci którzy stoją w UP na boku zarabiają lepsze pieniądze na czarno niż mieli by legalnie. Znam takich.

    ps. Policja według JKM zostaje państwowa, drogi międzymiastowe jednak nie i też ciężko mi sobie to wyobrazić, chociaż wole płacić za to po czym jeżdzę z ręki do ręki niż poprzez potworną akcyzę w paliwie przez tysiące rączek, a i tak koleiny jak cholera.

    Nie jesteś za prywatyzowaniem - kilka pytań:
    Jak rozwiązać to, by szkoły były państwowe, nie płacąc za nie z przymusu? Płacić wtedy kiedy się w niej uczę i żeby nie były jednocześnie bardzo drogie?
    Jak sądzisz?
    Niech nie płaci biedny za studia bogatego.

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Jak rozwiązać to, by szkoły były państwowe, nie płacąc za nie z przymusu? Płacić wtedy kiedy się w niej uczę i żeby nie były jednocześnie bardzo drogie?

      Generalnie jedyną zaletą państwowości, jest to, że za niektóre usługi płaci się na raty, profilaktycznie, ale z przymusu. Dziś możesz powiedzieć, że nie masz zamiaru płacić, a za kilka lat Twoje dziecko będzie chciało pójść do szkoły. Z czego zapłacisz za szkołę, mając na głowie kredyt na mieszkanie i opędzając się niskim wynagrodzeniem? Weź pod uwagę, że brak konkurencji ze strony "darmowych" szkół wywinduje opłaty w szkołach prywatnych.
      To tak jak z tą prywatną służbą zdrowia. Jak się lekarza odwiedza raz na 5 lat, a i to tylko w celach kontrolnych, to polisa wyniesie 100 zł miesięcznie i każdego będzie na nią stać. Gorzej kiedy trzeba będzie poddać się kosztownej operacji pochłaniającej kilkadziesiąt tyś PLN, albo długotrwałemu leczeniu (cukrzyca, chemioterapia itd.).

      Także - tego rozwiązać się nie da, tak aby zaspokoić wszystkich. Czyli płacić mało i tylko wtedy kiedy trzeba. Tak bym chciał np. z AC... zapłacić składkę dopiero wtedy jak rozwalę samochód i to jeszcze całkiem niska żeby była. Nawet gdyby w ogóle nie było podatków, podejrzewam, że nie byłbyś w stanie na odcinku 15 lat płacić po kilka tyś zł za semestr nauki. A przecież 100% prywatnego nie gwarantuje sukcesu. Popatrz na szkoły nauki jazdy. 100% prywatne, a kształcą debili nieumiejących jeździć - potrafią jedynie zaliczyć egzamin.
      Niektóre sytuacje życiowe wymagają tego, aby ktoś mądrzejszy za nas o tym pomyślał. Mając 10 lat nie tylko nie chciałem publicznej szkoły, nie chciałem jej w ogóle. Nie wydawała mi się ona do niczego potrzebna. Człowiek nie przymuszony dobrowolnie przymusowi się nie podda, a akurat najważniejsze decyzje życiowe podejmowane są wtedy, kiedy człowiek jest młody i głupi.

      Usuń
  13. Mój punkt widzenia jest taki:
    Niech oddadzą mi tą połowę wypłaty, a będę miał na szkołę dla mojego dziecka. Ja zapłacę mniej i nauczyciel zarobi więcej, bo nie będzie przechodzić pieniądz przez pięciu pośredników. Każdy z nich musi przecież zarobić. A może nie mogę mieć dzieci, a płacić muszę! Na wolnym rynku gdzie państwo nie wtyka swojego nosa sytuacja braku konkurencji istnieje, kiedy cena jest tak niska, a jakość jest tak wysoka, że nie ma godnego konkurenta któremu się opłaci. Jeśli cena idzie w górę to automatycznie znajdzie się pięciu, którzy widzą w tym interes i biorą się do roboty. Tak to właśnie działa!

    O służbie zdrowia to aż szkoda dyskutować. Na własnej skórze nie raz się przekonałem - to trzeba sprzedać! Lekarz który dostaje stałą pensje bez względu na to czy pomoże czy zaszkodzi nie czuje potrzeby się starać i rozwijać w pracy. "Czy się stoi, czy się leży.."
    Nie chce przytaczać przygód moich i moich bliskich. Dodam, że do dentysty chodzę tylko prywatnie. Na koszt operacji państwowych to my nie patrzmy, bo to są koszta zawyżone wiadomo dlaczego.

    Ubezpieczenie samochodu również powinno być dobrowolne i wypłacone za mój samochód a nie za samochód ten co w niego przyłożę(coś w stylu AC). Czy sąsiad mi opłaca ubezpieczenie za dom, a ja jemu? Nie i jest dobrze. Jak moja chałupa upadnie na jego chałupę to ja mu nie płacę - jak sobie ubezpieczył to ma szczęście, a jak nie.. Może mam już stare auto i nie widzę potrzeby dokładać pieniędzy w formie ubezpieczenia. Jak mi kto przydzwoni to trudno. Ryzyko zbyt małe, żeby płacić. Oddam na złom. A jak ja jemu przydzwonie? To trudno - ja swoje oddam na złom, a on jak sobie ubezpieczył to ma szczęście, a jak nie..

    Gdyby nie było podatków.. to policz sobie na podstawie swojej wypłaty czy byłoby Cie stać. Nie zapomnij policzyć Vatu w chlebie oraz akcyzie na paliwo i wódę i fajki. Wódę nie każdy piję i fajki nie każdy pali, ale ile się wydaje miesięcznie na paliwo każdy wie. Nie mów mi ile tego naliczyłeś - ja to wiem. Żeby nie było niedomówień jakiś podatek zostać musi, na wojsko, policję, administrację.. ale już nie na 500.000 urzędników, tylko na dużo, dużo mniej..

    Nie wiem jak długo masz prawo jazdy, ale na pewno wiesz.. trening czyni mistrza i to widać jak się zda i trzeba wsiąść w auto, a obok nie ma nikogo kto zahamuje. Co ma do tego prywatny instruktor? Kompletnie nic. Robi tak, żeby uczeń zdał państwowy egzamin. To jest właśnie jego zadanie! Jak zda to jest to dowód, że z jego strony wszystko zostało zrobione jak należy. Reszta może zależeć od stopnia trudności egzaminu i tego co nowy kierowca ma we łbie, bo wiek o niczym nie świadczy (to tylko liczba) sam pewnie wiesz.


    Jak masz 10 lat Twoja wolność jest ograniczona - decyzje podejmują rodzice. To oni mają decydować za Ciebie. Państwo tego robić nie powinno. Rodzice znają Twoje predyspozycje, nie państwo. Oni wiedzą w jakim wieku powinieneś pójść do szkoły, przecież każde dziecko jest inne! Może wybiorą źle, kto wie.. ale dzieci są rodziców, a nie państwowe! Nie próbujmy poprawiać natury.

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >Niech oddadzą mi tą połowę wypłaty, a będę miał na szkołę dla mojego dziecka.

      Załóżmy średnią opłatę za semestr w wysokości 5 000 zł (wiem, że teraz jest taniej, ale po likwidacji „darmowej” alternatywy na pewno będzie drożej). Semestr to 6 miesięcy, to daje 833,33 zł miesięcznie. Skoro to ma być połowa, to 1666,66 zł musiałbyś zarabiać.
      Wolnorynkowcy twierdzą, że niewykwalifikowany robotnik nie jest wart minimalnej krajowej 1 500 zł. Całe „pokolenie 1 500 zł” nie ma szans na posłanie dzieci do szkoły.
      Przy czym, jeżeli masz dwoje dzieci (średnia krajowa to coś koło tego), to miesięcznie ich wykształcenie kosztuje Cię 1666,66 zł, więc musiałbyś zarabiać 3 333 zł.
      Połowa społeczeństwa jako analfabeci (rodziny wielodzietne nie mają szans) – to jakiś mnie nie przekonuje.
      Zresztą to dopiero początek. 833,33 zł to miesięczny koszt nauki dziecka. Dodajmy do tego teraz abonament za leczenie w prywatnym szpitalu. Podobno to ok. 300 zł miesięcznie. Ty, dziecko, żona = 900 zł. Do tego chcesz sobie jeszcze sam drogi budować – ok. 1 000 000 zł za kilometr drogi, klasy naszych dróg krajowych. Część jeszcze przecież trzeba dać na policję, straż pożarną, pogotowie ratunkowe itd.
      Wolnorynkowcy zakładają, że wystarczy zlikwidować podatki i już każdy będzie miał wynagrodzenie 100x większe niż dotychczas. Błąd. To pracodawca będzie najwyżej 100x bogatszy, bo zyski zatrzyma dla siebie. Przecież im wyższe wynagrodzenie, tym wyższe rachunki od usługodawców. Na wolnym rynku poziom bezrobocia reguluje się poprzez regulację wynagrodzenia. Przy obecnym bezrobociu w okolicach 14% a realnym ok. 30%, jest jeszcze sporo do zaniżania zanim osiągnie się punkt w którym bezrobocie będzie równe 0. Tak, powiesz, ze mniejsze koszty pracy = mniejsze bezrobocie, ale jest jeszcze kilka milionów urzędników którzy stracą pracę w wyniku likwidacji podatków i prywatyzacji wszystkiego. Dodatkowo trudno to będzie osiągnąć w sytuacji gdzie znaczna część społeczeństwa zostanie bez szkoły.
      Pieniądze nie trafią bezpośrednio do nauczycieli. Trafią do właściciela szkoły, a ten je rozdysponuje po pracownikach. Ile sobie na tym przytnie, to już jego prywatna sprawa.

      > Na koszt operacji państwowych to my nie patrzmy, bo to są koszta zawyżone wiadomo dlaczego.

      No to popatrz na koszt operacji w prywatnych szpitalach. Dentysta? Czyli co... borowanie zęba? Odnowienie koronki, to u mnie wyliczyli na ponad 6 000 zł prywatnie. Tak jak wspomniałem – nie mówmy o drobnych zabiegach, tylko o tych które faktycznie coś kosztują i spróbujmy w tych kosztach się odnaleźć. Jedna z trzech części terapii sterydami, kosztowała prywatnie 2 600 zł. Ta sama terapia w szpitalu państwowym jest darmowa (oczywiście po odstaniu swojego). Ceny u prywaciarzy dlatego są tak niskie, bo istnieje alternatywa w postaci szpitali państwowych. Gdyby każdy musiał się leczyć u prywaciarzy ceny poszłyby w górę.

      Usuń
    2. > Ubezpieczenie samochodu również powinno być dobrowolne i wypłacone za mój samochód a nie za samochód ten co w niego przyłożę(coś w stylu AC).

      Masz błędne założenie, że za Twoje błędy będzie odpowiadał i ma płacić ktoś inny. Ubezpieczenie OC chroni poszkodowanego. Kiedy we mnie wiedziesz, to ja chcę natychmiast uzyskać likwidację szkody – bo powstała z Twojej winy a nie mojej. Wtedy na Twój koszt odstawiam samochód do najdroższego ASO, robię na częściach oryginalnych przy udziale najdroższych mechaników. Zanim zrobią mi samochód, wypożyczam sobie samochód zastępczy, za który także płacisz. Dodatkowo płacisz mi odszkodowanie za straty moralne które poniosłem w wyniku tego, że we mnie wjechałeś. To na oko kilkadziesiąt tyś zł biorąc na blat mój obecny samochód. Oczywiście nie dasz mi tego od ręki, bo nawet jak ewidentnie udowodnię Ci winę, to egzekucja należności będzie się ciągnęła latami. Ja ją będę stale powiększał, bo ciągle ponoszę koszty w wyniku utraty wartości mojego samochodu i kosztów wynajmu zastępczego.
      Wystarczy odrobina wyobraźni, żeby samemu polecieć i to OC zapłacić. Bo jak grzmotniesz w coś droższego, to komornik sądowy zlicytuje Cię razem z całym Twoim majątkiem i Twojej rodziny.
      OC jest właśnie po to, żebym ja jako poszkodowany natychmiast miał zlikwidowaną szkodę, a Ty jako sprawca nie poszedł z torbami w razie jakiegoś zdarzenia drogowego. Bardzo dobrze, ze jest obowiązkowe, bo nie mam zamiaru całego życia spędzić na sondowaniu się ze sprawcami kolizji.
      Za zawalenie się domu, odpowiada wykonawca. Jeśli sam go wybudowałeś, to o ile zawalił sie na dom sąsiada – odpowiadasz za to Ty. Nie ma wolności bez odpowiedzialności kolego.

      > Gdyby nie było podatków.. to policz sobie na podstawie swojej wypłaty czy byłoby Cie stać.

      No już policzyłem na początku – nie stać by mnie było. Znaczy może na chwilę obecną i dałbym jakoś radę, ale to tylko bazując na tym co już zostało stworzone. Przecież infrastruktura jest za wspólne, a my zakładamy, że powinno mi starczyć na wszystko. Kiedy zaczynałem studia, semestr na równoległym kierunku ale na zaocznych kosztował 2 500 zł. Najpierw musiałbym te studia skończyć, aby robić to co robię obecnie i zarabiać tyle ile zarabiam.

      > Co ma do tego prywatny instruktor? Kompletnie nic. Robi tak, żeby uczeń zdał państwowy egzamin.

      Instruktor ma nauczyć jeździć. Uważasz, że stanie w korkach przez kilkadziesiąt godzin i tłokowanie parkowania równoległego to wszystko co można w tym temacie zrobić? Właśnie to ma do tego prywatny instruktor, że zamiast uczyć jeździć uczy zdać egzamin. Chyba nie taka jest idea szkoleń i egzaminu, aby nauczyć się na pamięć testy, na zdrowaśki zaliczyć parkowanie i nie pomylić świateł na skrzyżowaniu.
      Właśnie w tym momencie usprawiedliwiasz cały popieprzony system edukacji w tym kraju. Przecież u nas nauczyciele nie uczą po to żeby czegoś nauczyć, tylko żebyś zdał egzamin do liceum, maturę, egzamin na studia, obronił się. Rzecz w tym, żeby szkoła była szkołą, a nie odbębnieniem godzin przed otrzymaniem papierka potwierdzającego wykształcenie. Można powiedzieć, że każdy ma swój łeb i każdy się co mu pasuje nauczy, tylko po co wtedy w ogóle ta szkoła, egzaminy i papierki. Generalnie kolejne stopnie naukowe także powinny oznaczać, że coś umiesz, a oznaczają jedynie tyle, że stać Cię było na zapłacenie za semestr.

      Usuń
    3. > Rodzice znają Twoje predyspozycje, nie państwo.

      Powiedz to dzieciom rodziców alkoholików którzy właśnie sprzedali książki swoich dzieci otrzymane z opieki społecznej, w celu zakupu alkoholu. Znów przeczysz faktom. Jeśli rodzice znają się lepiej, to co na uczelniach medycznych robią synowie lekarzy którzy wcale nie zamierzają leczyć ludzi, a studiują tam tylko dlatego bo im ojciec kazał?
      Zresztą 18 lat wcale nie oznacza dojrzałości psychicznej i umiejętności podejmowania odpowiednich decyzji. Takiej osobie ciągle brakuje doświadczenia, które mają osoby starsze od niego. Zacząłem studia jak miałem chyba 21 lat. Powód ich rozpoczęcia? Żeby nie pójść do wojska. Studia uważałem za niepotrzebne, bo trzepałem relatywnie całkiem niezłą kasę na „usługach dla ludności” (1 000 zł na czystą za jedną noc, dla 21 latka w 2004 roku, to chyba nieźle, nie?). Gdyby nie studia, teraz nie miałbym ciepłej posadki w firmie z branży IT, a moje tamtejsze możliwości skończyły się po jakimś roku, kiedy to jeden ze „wspólników” poleciał w chuja, a drugi dostał 25 lat. Gdybym miał sie urodzić jeszcze raz, na pewno bardziej przyłożyłbym się do nauki języków, historii czy chemii które zawsze zlewałem, a teraz uważam za całkiem istotne. Nie oszukujmy się. Rodzice tyle mogą ile widzą. W podstawówce dostawałem wpiedol po każdej wywiadówce za oceny i dalej robiłem swoje zlewając szkołę jak tylko mogłem. Także wpływ rodziców był raczej symboliczny i mocno przeszacowany.

      PS. 3 komentarze na raz, bo jakiś debil od Googla ustawił możliwą ilość znaków na 4096 znaków...

      Usuń
  14. Zakładamy, że jestem odpowiedzialnym rodzicem i nie przypominam sobie, że mam dziecko dopiero w momencie kiedy ono chce iść na studia. Jestem ojcem od momentu urodzenia (właściwie od poczęcia) mojego syna i próbuję zapewnić mu jakąś przyszłość. Ile jestem w stanie zrobić tyle zrobię.
    Zatem odkładam na jego edukacje, chodź nawet nie poszedł jeszcze do szkoły. Ile?
    Studia 5000zł semestr.
    Dajmy 6lat.
    5000x12=60000zł
    Mamy na to 25lat, więc:
    60000/25=2400
    W roku miesięcy 12, więc:
    2400/12=200zł
    Tyle właśnie kosztują mnie studia dziecka miesięcznie - 200zł. Zaczeliśmy od końca, a przed studiami jeszcze sporo nauki - 13lat. Uznałem, że średnio będzie to kosztować połowę tego co studia - 2500zł. Dla uproszczenia uznajmy, że jest to jedna szkoła - 13letnia (26 semestrów):
    2500x26=65000zł
    Rozkładamy to do końca edukacji dziecka łącznie ze studiami:
    65000zł/25lat/12miesięcy= w zaokrągleniu 220zł
    220zł + 200zł = 420zł
    Na ten moment edukacja (bez książek i przyborów rzecz jasna) jednego dziecka kosztuje 420zł przez 25lat - łącznie ze studiami. Jeśli syn nie zdecyduje się na studia (będzie już przecież dorosły więc za niego nie odpowiadam) to jestem w posiadaniu sporej nadwyżki (19lat odkładania odjąć koszt szkoły).

    OdpowiedzUsuń
  15. "Przecież im wyższe wynagrodzenie, tym wyższe rachunki od usługodawców."

    Z całym szacunkiem dla Ciebie, ale to jest bzdura. Zaraz wyjaśnię na przykładzie:
    Posiadasz firmę produkującą krzesła. Nie istotne jakie. Masz jednego pracownika, więc jesteś też pracodawcą. Twoje krzesło kosztuje 100zł bez podatku vat. To jest koszt produkcji i Twojego zarobku. Do krzesła państwo dolicza Ci 23% podatku, więc konsument zapłaci za nie 123zł. Oczywiście Ty fizycznie odprowadzasz ten podatek, ale to konsument za to płaci. Dla Ciebie jest to nadal 100zł! Jako producent masz to w nosie. Nawet jak będzie 50% Vatu, a i tak dla Ciebie to 100zł za krzesło. Wyobraźmy sobie, że tego podatku nie ma (on minimalny być musi, bo z tego będą utrzymywać się organy państwowe, ale tak łatwiej to sobie wyobrazić). Kto na tym zyska? Oczywiście konsument. Zakupi krzesło za 100zł - w kieszeni zostaje 23zł. Ty za krzesło łykasz nadal 100zł. Nic jako producent nie straciłeś, ale.. jeśli Ty idziesz kupić sobie spodnie za 100zł to jako konsument zyskałeś 23zł. Obydwaj jesteście bogatsi. Teraz uczepmy się Twoich zarobków (Twoich jako producenta krzeseł).
    Obecnie za ciężką pracę płaci się karę (im więcej zarabiasz tym więcej kary) czyli durny podatek dochodowy, żeby między innymi dać nagrodę tym co nie robią nic - w postaci durnego zasiłku dla bezrobotnych. Uznajmy, że zarabiasz 10000zł. To są pieniądze, które uczciwie przecież zarobiłeś prowadząc firmę. Od tego niestety zabiorą podatek dochodowy (przyjmijmy 20%) czyli 2000zł, potem zusy, pierdoły i zostanie Ci 5000zł (teraz palnąłem na oko). Wyobraźmy sobie, że tego nie ma. Nie ma zusu, podatku dochodowego (są oczywiście proste opłaty za wojsko itd. - teraz to nieistotne). Kto zyskał? Ty! Masz dodatkowe 5000zł! Twoje własne 5000zł! Stracił na tym konsument? Nie! Stracił na tym pracownik? Nie! A właśnie.. przecież Ty masz jeszcze pracownika! Zajrzyjmy mu do portfela.
    Twój pracownik w obecnym systemie zarabia 1500zł brutto. To znaczy, że Ty jako pracodawca wypłacasz ok. 1800zł (Tyle płacisz mu właśnie Ty pracodawca, bo tak naprawdę tyle zarobił uczciwie pracownik!). Twój pracownik uszczypnie z tego ok. 1100zł. Ale zaraz, zaraz.. Jeżeli wyobrazimy sobie, że Ty nie płacisz podatków to on też nie płaci. Więc? On nie dostaje 1100zł tylko 1800zł - całe swoje zarobione pieniądze. Zyskał na tym! Dodatkowo zyskał jako konsument, bo zaoszczędził na krześle i na spodniach 46zł! I szkoła nie kosztuje 420zł, a jakieś 330zł.. On zyskał, a czy Ty coś straciłeś jako pracodawca? Nic! Płacisz mu tyle ile płaciłeś, tylko bez pośredników.
    Wiem, wiem.. Trzeba z tych dodatkowych pieniędzy opłacić ewentualnego lekarza, szkołę dla dziecka, na emeryturę coś odłożyć.. Ale do cholery niech każdy odpowiada sam za siebie. Nie ma wolności bez odpowiedzialności! Chcesz to się ubezpiecz, nie chcesz to nie, najwyżej nikt Ci nie udzieli pomocy medycznej, ale rób to na własną odpowiedzialność! Jedziemy dalej.
    Wzbogacasz się Ty, wzbogaca się Twój pracownik i wzbogaca się cała reszta ludzi w analogiczny sposób. Ludzie mają pieniądze i zaczynają wydawać, po to w końcu zarobili. Właśnie po to! Ty zrobisz sobie ogromny ogród przed domem, a Twój pracownik w końcu ociepli sobie budynek, żeby skorzystać na tym zimą.
    Wcześniej nie było go na to stać. Ktoś kupi sobie nową pralkę, lodówkę, ktoś inny kupi coś innego.. Konsumenci automatycznie stworzą rynek pracy bezrobotnym. Do Twojego ogródka przyjedzie ten wcześniej zwolniony urzędnik, który będzie dzisiaj projektował Ci ogród, a nie park w mieście, przyjdzie też ten pijaczek z pod budki z piwem przekopać ogródek, bo zabrali mu zasiłek. Pracownik Twój też przyjmie ludzi do ocieplania, a styropian i klej kupi w nowo otwartym sklepie budowlanym gdzie sprzedaje wcześniej zwolniony inny urzędnik.

    OdpowiedzUsuń
  16. "Wolnorynkowcy zakładają, że wystarczy zlikwidować podatki i już każdy będzie miał wynagrodzenie 100x większe niż dotychczas.Błąd. To pracodawca będzie najwyżej 100x bogatszy, bo zyski zatrzyma dla siebie."

    Wróćmy do Twoich krzesełek. Z godnie z Twoją tezą chcesz zagarnąć wszystko dla siebie - i bardzo dobrze, po to otworzyłeś firmę, żeby więcej zarabiać, żeby potem więcej kupować! Szukasz wszelkich możliwych metod i bardzo dobrze! To samo robią inni przedsiębiorcy i dzisiaj! Ale w przypadku wolnego rynku są pewne ograniczenia.. Trzeba się pilnować. Już wyjaśniam.
    Z racji, że ludzie stają się bogatsi, zaczynają kupować więcej krzesełek. Nie nadążasz produkować, a drugiego pracownika zatrudnić nie chcesz. Liczysz, że Ci się to nie opłaci, bo lepiej podnieść cenę (naturalnie jeśli popyt większy niż podaż cena rośnie) i zarobić więcej rękami jednego, przy mniejszym wkładzie. Uwaga! Nagle się okazuje, że ktoś zwęszył interes (mamy przecież wolny rynek) i obok otwiera konkurencyjną firmę produkującą krzesła. Mało tego, poszukuje pracowników i najlepiej z doświadczeniem! I tu się kończy Twoje "zatrzymywanie zysków". Cenę trzeba opuścić, bo być konkurencyjnym. Pracownik ma gdzie pójść jak mu nie podniesiesz płacy, a o ludzi do pracy teraz ciężko..
    Pracodawca kombinuje jak może, dzisiaj zwłaszcza.. Ludzie dostają minimum, bo on ma w czym przebierać. Jak jest pracownik rzeczywiście dobry (nie zawsze musi być inteligentny może być w zamian pracowity) i pójdzie po podwyżkę, a będzie miał gdzie zwiać to ją dostanie. A że nie ma innej roboty i jest na jego miejsce 100 innych to jest jak jest. Postaw się na miejscu pracodawcy.

    Analogicznie do tego przykładu działały by szkoły. Piszesz:

    "Pieniądze nie trafią bezpośrednio do nauczycieli. Trafią do właściciela szkoły, a ten je rozdysponuje po pracownikach. Ile sobie na tym przytnie, to już jego prywatna sprawa."

    Oczywiście, że to jest jego sprawa. Tylko niech pamięta, że jeśli jest wolny rynek to jest konkurencja. Jako rodzic płacę właścicielowi szkoły i wymagam! Jak on ma dobrych nauczycieli, a wszystkie pieniądze przeżre sam, to rzecz jasna straci dobrą kadrę. Jednocześnie jego dobrą kadrę zyska konkurencja. Moje dziecko się nie na uczy - ja już więcej nie zapłacę. Pójdę do konkurencji, a on zdechnie. Takie prawo rynku. Jedne firmy będą padać, drugie się otwierać.
    Mądry, rozsądny, inteligentny i pracowity przedsiębiorca uczciwie przetrwa. A oszuści nie. Ci słabsi będą mieli mniejsze firmy, jeszcze inni będą ich pracownikami. Nie będzie kolosalnych zarobków dla niekompetentnych ludzi i dla leni.

    I żeby nie było niejasności. To nie jest tak, że pstryk i od jutra jest raj na ziemi. Najpierw będzie chaos. Ogromne bezrobocie i zamieszanie. A potem dopiero rozwój gospodarczy.

    OdpowiedzUsuń
  17. "Ceny u prywaciarzy dlatego są tak niskie, bo istnieje alternatywa w postaci szpitali państwowych. Gdyby każdy musiał się leczyć u prywaciarzy ceny poszłyby w górę."

    Nie! Jest tak, bo nie ma wolnego rynku w tej dziedzinie. NIE MA! Państwo trzyma piecze - różne przywileje i ograniczenia. Jakby państwowy szpital pozostawić na równi z tym prywatnym - czyli zwyczajnie sprywatyzować - przy czym nie dawać im ŻADNYCH przywilejów, jednemu jak i drugiemu, to doszło by pomiędzy nimi do wyścigu wysokiej jakości i niskiej ceny. Wiesz, że apteki mają w przyszłości mieć czy już mają jednakowe ceny ustalone z góry? Przecież jakby puścić apteki w samowolkę, to by się pozabijały obniżkami cen o klientów i leki byłyby dużo tańsze. Firmy farmaceutyczne podobnie. Monopol jak cholera. Milion blokad, żebyś tylko nie otworzył konkurencyjnej produkcji leków, bo ceny by spadły diametralnie. Pamiętasz co było z telefonami komórkowymi? A teraz pozabijać się chcą o klienta i ceny jak barszcz. Konkurencja.

    I na Boga nie ma nic darmo (Ty to rozumiesz, ale inni ludzie nie). Jeśli w jednym przypadku pieniądz idzie przez ZUS do ministerstwa finansów, potem do ministerstwa zdrowia, potem do szpitala, a potem zamienia się to na usługę dla pacjenta (byle jaką zresztą) i nikt w tym łańcuchu nie pracuje za darmo, a w drugim przypadku płacisz do ręki właścicielowi szpitala, a on lekarzowi (zresztą to jego sprawa komu on płaci, przecież w jego interesie jest, żeby nie upaść) to naturalne jest, że ta druga opcja musi być tańsza. Już o złodziejstwie nie wspomnę.

    "Masz błędne założenie, że za Twoje błędy będzie odpowiadał i ma płacić ktoś inny. Ubezpieczenie OC chroni poszkodowanego. Kiedy we mnie wiedziesz, to ja chcę natychmiast uzyskać likwidację szkody – bo powstała z Twojej winy a nie mojej. Wtedy na Twój koszt odstawiam samochód do najdroższego ASO, robię na częściach oryginalnych przy udziale najdroższych mechaników. Zanim zrobią mi samochód, wypożyczam sobie samochód zastępczy, za który także płacisz."

    Mam nie jeden samochód i wiem jak to działa. Jednej rzeczy nie rozumiem. Na czym stracisz? Jest sobie ubezpieczenie nieobowiązkowe. Wszystkie zasady są takie same. Płacisz tyle samo co dotychczas z tą małą różnicą, że ubezpieczasz swój samochód i ja swój. Jak w Ciebie przyrżnę to dostajesz te same pieniążki z ubezpieczenia, samochód dostaniesz zastępczy i Ci Twój wyklepią i za uszczerbek na zdrowiu też dostaniesz. Ja dostane surową karę za spowodowanie wypadku, że aż mi się odechce jeździć i nauczka będzie. Kiedy nie chcesz płacić za ubezpieczenie to nie płać. Nie dostaniesz ani grosza i po sprawie. Ja i tak zostanę ukarany. Nie ma wolności bez odpowiedzialności. I tak ludzie będą płacić, tyle że dobrowolnie, a nie pod przymusem. Dlaczego ja mam płacić za samochód kiedy np. przebywam chwilowo za granicą, a auto stoi?

    "Wystarczy odrobina wyobraźni, żeby samemu polecieć i to OC zapłacić."

    100% racji! Tylko niech to będzie dobrowolne. Niech mi dadzą samemu za siebie odpowiadać!

    "Za zawalenie się domu, odpowiada wykonawca. Jeśli sam go wybudowałeś, to o ile zawalił się na dom sąsiada – odpowiadasz za to Ty."
    Nie!
    Marzy mi się, żeby tak było, ale tak niestety nie jest. Poza tym wykonawca mojego domu już dawno nie żyje.

    "No już policzyłem na początku – nie stać by mnie było. Znaczy może na chwilę obecną i dałbym jakoś radę, ale to tylko bazując na tym co już zostało stworzone."

    Sam widzisz jaki to upośledzony system. Wnioskuje, że zarabiasz dość dobrze. Wszystkim tym, którzy zarabiają mniej od Ciebie trzeba dokładać. Te pieniądze nie lecą z nieba, ani nie rosną. Ty jesteś tak na styk. Wychodzisz na 0. Dokładają Ci którzy zarabiają więcej od Ciebie, albo pieniędzy zaczyna brakować i się wymyśla jakieś durne opłaty. Jak długo taki twór podziała?

    OdpowiedzUsuń
  18. "Uważasz, że stanie w korkach przez kilkadziesiąt godzin i tłokowanie parkowania równoległego to wszystko co można w tym temacie zrobić? Właśnie to ma do tego prywatny instruktor, że zamiast uczyć jeździć uczy zdać egzamin. Chyba nie taka jest idea szkoleń i egzaminu, aby nauczyć się na pamięć testy, na zdrowaśki zaliczyć parkowanie i nie pomylić świateł na skrzyżowaniu."

    Jak zdawałeś dwanaście lat temu to trochę się pozmieniało.

    Kiedy ja zdawałem, a nie było to dawno to zdać było bardzo ciężko. Ja zdałem za pierwszym podejściem, bo miałem do tego smykałkę, wyobraźnię, może też fart, a i jeździć się nie bałem. Wytykano mi, że zapłaciłem, bo to niemożliwe zdać za pierwszym razem. Dzisiaj mam kontakt z dość bystrymi młodymi osobami i wiem, że zdać teraz też jest ciężko. Przyczepiają się o najdrobniejsze szczegóły. Więc przytykanie, że to pryszcz jest nieprawdziwe. Instruktor, który mnie uczył powiedział mniej więcej tak: Słuchaj, z takimi jak Ty to problemu nie ma, ale jak przyjdzie pierdoła, co to łazić dobrze nie umie, bo się jej nogi plączą, a chce jeździć samochodem to jest z nią dopiero roboty.. Dlatego jeśli instruktor pierdołę nauczy tak, że zda egzamin, to czego chcieć więcej? A jak się ma pusto w głowie to można się zabić zaraz po wyjechaniu z bramy. Nie rozumiem problemu, czy młodzi kierowcy, aż tak źle jeżdżą?

    "Przecież u nas nauczyciele nie uczą po to żeby czegoś nauczyć, tylko żebyś zdał egzamin do liceum, maturę, egzamin na studia, obronił się"

    Jak minister edukacji daje takie wytyczne, to co ma robić nauczyciel? Uczyć ponad program? Jedzie jak podyktowano i tyle. A co mu zależy czy będzie skuteczny czy nie? I tak dostanie te same pieniądze.

    "Generalnie kolejne stopnie naukowe także powinny oznaczać, że coś umiesz, a oznaczają jedynie tyle, że stać Cię było na zapłacenie za semestr."

    A no to jest cel tego systemu: głupi doktor, średnio mądry doktor, geniusz doktor.. Ważne, że wszyscy mają po równo.

    "Powiedz to dzieciom rodziców alkoholików którzy właśnie sprzedali książki swoich dzieci otrzymane z opieki społecznej, w celu zakupu alkoholu."

    Kolejny dowód upośledzonego systemu. Wiesz jak ta opieka działa w praktyce? Ja wiem: Jak kupisz dziecku buty, to przynieś paragon my Ci oddamy kasę będziesz miał na wódkę. Tak to w realu wygląda. Jawne pojenie alkoholików. Naturalną rzeczą jest, że jeśli ktoś daje pieniądze za nic to ja chcę robić "nic".

    "Znów przeczysz faktom. Jeśli rodzice znają się lepiej, to co na uczelniach medycznych robią synowie lekarzy którzy wcale nie zamierzają leczyć ludzi, a studiują tam tylko dlatego bo im ojciec kazał?"

    Ojciec kazał dziewiętnastolatkowi.. :)

    "Zresztą 18 lat wcale nie oznacza dojrzałości psychicznej i umiejętności podejmowania odpowiednich decyzji."

    I tu się całkowicie zgadzam. Wiek to tylko liczba. Ale nie należy interweniować, bo wyrośnie dupa nie człowiek.
    Niech uczy się odpowiedzialności.

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  19. "Do tego chcesz sobie jeszcze sam drogi budować – ok. 1 000 000 zł za kilometr drogi, klasy naszych dróg krajowych."

    Pominąłem to zdanie.
    Nie obchodzi mnie ile kosztuje kilometr drogi. To jest sprawa prywatnego właściciela. Jak sobie weźmie partaczy za kolosalne pieniądze, to będzie musiał sporo sobie za przejazd wołać. Jak sobie będzie za przejazd sporo wołać, to ja sobie pojadę inną drogą. Obecnie ktoś wydaje cudze pieniądze na cudze inwestycje, dlatego łatwo wytłumaczyć te ceny i tą jakość. Można trochę kasy przytulić, a ludzie i tak nie będą marudzić. Podobnie jak ze stadionem - powiedz, kiedy od się zwróci?

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Zakładamy, że jestem odpowiedzialnym rodzicem

      Widzisz... i w tym problem. Ilu to mamy ludzi odpowiedzialnych w tym kraju? Ludzie sobie przypominają, że coś by im się przydało jak już jest po fakcie. Byle wichura i pod sejmem ustawiają się poszkodowani, którzy nie ubezpieczyli bo byli wolni, odpowiedzialni i myślący samodzielnie.

      > Z całym szacunkiem dla Ciebie, ale to jest bzdura.

      Podaj mi choć jeden przykład, kiedy usługodawca nie przerzucił na klienta poniesionych kosztów. Ja Ci podam inny przykład. Produkuję krzesła za 100 zł i płacę pracownikowi 1 500 zł. Rząd odciąża mnie z podatków. Cena krzesła pozostaje bez mian, bo „odbijam sobie lata strat” – przecież jak każdy przedsiębiorca w tym kraju, ja tylko do tego dokładam. Wiadomo. Następnie mój pracownik chce więcej, bo jest coraz lepszy i inni mają. Daję mu podwyżkę. Cena krzesła idzie w górę, bo musiałem sobie zrekompensować podwyżki.
      Zakładasz że wolny rynek jest sterylny i bez skazy, a dotychczasowi nieuczciwi nagle stają się uczciwi.

      > Z racji, że ludzie stają się bogatsi, zaczynają kupować więcej krzesełek.

      Jeśli są mi potrzebne 4 krzesła, to jak będę dwa razy bogatszy moje potrzeby na krzesła się nie zmienią. Wcale nie będę potrzebował 8 krzeseł. I to kolejny błąd w rozumowaniu zwolenników wolnego rynku.

      > Tylko niech pamięta, że jeśli jest wolny rynek to jest konkurencja.

      Jest też coś takiego jak zmowa rynkowa, do której wcale nie trzeba wolnego rynku. U mnie w mieście, jak jeden przewoźnik podnosi cenę o 50 groszy za bilet, to od razu wszyscy inni robią to samo. Co z tego, ze jest ich sześciu, skoro równie dobrze mógłby być jeden?!

      > to doszło by pomiędzy nimi do wyścigu wysokiej jakości i niskiej ceny.

      Bzdura. Doszłoby do walki na przedstawicieli handlowych i marketingowców. Jakoś telewizory wcale nie są coraz lepsze pomimo tego, ze nie ma dotacji od państwa na żadną konkretną firmę. Wystarczy się zmówić, świadczyć chujowe usługi za wygórowaną cenę i biznes się kręci.
      Dziwi mnie, że nie dostrzegasz kagańca cenowego w postaci czegoś co jest darmowe – a jest to absolutnie oczywiste. Tak jest ze wszystkim. Kiedyś oddając Poloneza na złom, dostawałem ok. 1 500 zł od złomiarza. Dostawałem, bo wcale nie musiałem mu go oddawać. Teraz to ja muszę zapłacić złomiarzowi, żeby wziął ode mnie samochód, bo przepisy zmuszają mnie do jego utylizacji. Obecnie szpitale prywatne MUSZĄ być lepsze od państwowych i oferować usługi po niewygórowanej cenie. Inaczej nikt nie będzie z nich korzystał, bo korzystać musi, to ma darmową alternatywę. Jeżeli alternatywa znika, a potrzeby są niezmienne, to cena ich zaspokojenia wzrasta. Dalej to już kwestia dogadania się pomiędzy usługodawcami, czy konkurujemy czy zmawiamy się, dzielimy tort i skupiamy na niedopuszczeniu reszty.
      W teorii to i socjalizm wygląda zajebiście. Gorzej gdy zacznie się go wprowadzać w życie.

      Usuń
    2. > Jak w Ciebie przyrżnę to dostajesz te same pieniążki z ubezpieczenia,

      Ale z mojego. Mój ubezpieczyciel widzi, że mam pecha, bo bez przerwy ktoś we mnie wjeżdża. Wypłaca kolejne odszkodowania, więc stawka ubezpieczenia idzie w górę. Do tego mam zazdrosnego sąsiada, który dwa razy w tygodniu swoim Starem taranuje moje Porsche. On jest bezkarny, a ja płacę już 1 000% zwyżki, bo bez przerwy ktoś demoluje mi samochód. Po prostu raj dla zazdrosnych Polaków. No chyba, że chcesz mi powiedzieć, ze na wolnym rynku będą działać ubezpieczyciele, którzy nie będą podnosić składki w przypadku kierowców którzy często korzystają z polisy.

      > Tylko niech to będzie dobrowolne. Niech mi dadzą samemu za siebie odpowiadać!

      Nie mam nic przeciwko. Wystarczy zmiana przepisów, dzięki której mam prawo do natychmiastowego zajęcia Twojego majątku i jego spieniężenia w przypadku zaległości wobec mnie których nie jest w stanie pokryć gotówką w ciągu 14 dni roboczych. W przypadku Twojej śmierci, zajmuję majątek Twojej rodziny. Bez sądów i biurokracji.
      Ja nie mam zamiaru czekać do końca życia, aż ktoś uciuła na straty które poniosłem w wyniku jego działalności.

      > Przyczepiają się o najdrobniejsze szczegóły.

      A Twoim zdaniem to czepialstwo nie ma nic wspólnego z faktem samofinansowania się przez WORD-y? Egzaminator nie ma szans na sprawdzenie umiejętności kierowcy, które nie ograniczają się do wykucia na pamięć sytuacji na popularnych skrzyżowaniach wokół ośrodka. A gdzie jazda na trolejach, kontrolowany poślizg, technika jazdy z prędkościami >160 km/h, dynamika jazdy, zachowanie w sytuacjach ekstremalnych, jazda w nocy, w nietypowych warunkach atmosferycznych. Wiesz, że ja przez cały okres kursu ani razu nie prowadziłem w nocy, ani np. po śniegu? Techniki jazdy w tych warunkach uczyłem się już sam, bez niczyjej pomocy. Wiele osób na próbie tej nauki zakończyło swoją karierę kierowcy.

      > Jak minister edukacji daje takie wytyczne, to co ma robić nauczyciel?

      Cały system jest do dupy. Prywatyzacja nie zmieni systemu, tylko sposób finansowania.

      > to ja sobie pojadę inną drogą

      Skąd pewność, że będzie inna droga, chętny inwestor, lub że inne nie będą droższe?

      Usuń
  20. "Ludzie sobie przypominają, że coś by im się przydało jak już jest po fakcie. Byle wichura i pod sejmem ustawiają się poszkodowani, którzy nie ubezpieczyli bo byli wolni, odpowiedzialni i myślący samodzielnie."

    Robiąc ubezpieczenia obowiązkowe, hoduje się ludzi nieodpowiedzialnych. Ludzie spychają obowiązek na państwo. Powiem brzydko: gówno mnie obchodzi jeden z drugim, żeś się nie ubezpieczył. Ja się ubezpieczyłem (dobrowolnie) i mam w nosie, żeś nieodpowiedzialny. Po takim zabiegu na pewno po następnej wichurze ludzi pod sejmem nie będzie, a będą w ubezpieczalniach po odbiór kasy (chyba, że ktoś sobie odłożył - może go stać odłożyć).

    "Podaj mi choć jeden przykład, kiedy usługodawca nie przerzucił na klienta poniesionych kosztów."
    Jakby nie przerzucił to by nie zarobił, nie rozumiem? Jak drożeje surowiec to i produkt końcowy jest droższy. Piszesz też o zmowie cenowej, bo wszyscy prywatni(to, że firma prywatna to nie znaczy, że rynek wolny) przewoźnicy w Twoim mieście razem podnieśli ceny. Powód może być dużo prostszy, np.:
    -rosnąca cena paliwa,
    -rosnące koszta eksploatacyjne pojazdów i ich napraw,
    -przepełnione pojazdy (popyt większy niż podaż),
    -brak konkurencji ze względu na niewolny rynek (dotowanie przez miasto biletów, związki zawodowe przewoźników, bzdurne wymogi),

    "Następnie mój pracownik chce więcej, bo jest coraz lepszy i inni mają. Daję mu podwyżkę. Cena krzesła idzie w górę, bo musiałem sobie zrekompensować podwyżki."

    Sam sobie odpowiedziałeś.
    1. Jeśli pracownik jest coraz lepszy, to:
    -jest coraz dokładniejszy i robi jakościowo lepsze krzesła i należy mu się podwyżka adekwatna do wykonywanej pracy i cena tego krzesła rośnie, bo krzesło jest jakościowo lepsze. Rośnie prestiż firmy. Otwierają się inne firmy robiące krzesła gorsze, ale za niższą cenę, tak jak wcześniej Twoja.
    -jest coraz wydajniejszy i robi więcej krzeseł dziennie i należy mu się podwyżka adekwatna do wykonywanej pracy. Cena pozostaje bez zmian. Zarabiasz więcej ilością.

    2.Jeśli pracownik się nie rozwija, a Ty mu dajesz podwyżki to jesteś stratny o kwotę tej podwyżki i kiepski z Ciebie przedsiębiorca. Oczywiście możesz podnieść cenę krzesła, ale spadnie na nie popyt, bo zawsze któraś z konkurencji postąpi jak w punkcie 1.

    "Jeśli są mi potrzebne 4 krzesła, to jak będę dwa razy bogatszy moje potrzeby na krzesła się nie zmienią. Wcale nie będę potrzebował 8 krzeseł. I to kolejny błąd w rozumowaniu zwolenników wolnego rynku."

    Świadczy to o Twoim słabych umiejętnościach jako przedsiębiorca i firma upada. Gdybyś był bardziej kreatywny, to rozwinął byś ofertę o stoły, szafy i inne meble.. Napisałem to wcześniej: "Takie prawo rynku. Jedne firmy będą padać, drugie się otwierać. Mądry, rozsądny, inteligentny i pracowity przedsiębiorca uczciwie przetrwa."
    Jak trudno Ci sobie wyobrazić to zamień krzesło na chleb czy kiełbasę i spróbuj wtedy zrozumieć. Krzesło to tylko przykład.

    "Jakoś telewizory wcale nie są coraz lepsze pomimo tego, ze nie ma dotacji od państwa na żadną konkretną firmę."

    Wraz z rozwojem przeróżnych firm (też chińskich) ceny TV spadły. Obecnie za podobną cenę, a nawet niższą dostajemy coraz więcej bajerów i funkcji. Technologia się rozwija, a ceny mniej więcej stoją. Widocznie cena jest dobra skoro jest popyt.

    "Wystarczy się zmówić,.."
    Na wolnym rynku dziesięciu się zmówi i podniesie ceny. Znajdzie się jedenasty, dwunasty, trzynasty, który otworzy biznes i będzie robił taniej z dobrym zyskiem.

    "..świadczyć chujowe usługi za wygórowaną cenę i biznes się kręci."
    Na tym to właśnie polega, żeby z punktu widzenia wykonawcy świadczyć usługi za jak najwyższą cenę i byle jak, a z punktu widzenia konsumenta - zapłacić za usługę jak najmniej, a mieć zrobione jak najlepiej. To jest naturalne i tak to działa. Wypadkowa tych dwóch punktów widzenia da odpowiednią cenę za odpowiednią jakości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Robiąc ubezpieczenia obowiązkowe, hoduje się ludzi nieodpowiedzialnych.

      Ubezpieczenie gospodarstwa domowego nie jest ubezpieczeniem obowiązkowym. Właśnie dlatego nikt go nie płaci.
      Mnie też by to gówno obchodziło, gdybym za to nie tracił. A póki tracę, to wolę żeby nieodpowiedzialni ludzie byli zmuszeni, niż czekać aż staną się odpowiedzialni.

      > Jakby nie przerzucił to by nie zarobił, nie rozumiem?

      No właśnie, a wydaje mi się, że wyżej lansowałeś tezę, że wyższe wynagrodzenia pracowników nie wpłyną na wycenę usługi.

      > Świadczy to o Twoim słabych umiejętnościach jako przedsiębiorca i firma upada.

      W tym momencie ustawiłem się jako konsument. Moje większe dochody nie odbiją się wprost proporcjonalnie na ilości zakupowanego towaru. Więc producent krzeseł nic na tym nie zyska, że się stałem 2x bogatszy. Jedynie będzie mógł podnieść cenę krzeseł - tylko wtedy rośnie inflacja i nic z tego nie mam, że zarobiłem więcej.

      > Obecnie za podobną cenę, a nawet niższą dostajemy coraz więcej bajerów i funkcji.

      Ja chcę oglądać telewizję, a nie mieć zbędne bajery i funkcje. Nie oszukujmy się - im szybciej nawali TV, tym szybciej kupisz drugi. I nie ma tu nic do rzeczy Chińska konkurencja. Ot po prostu zmowa rynkowa. Podobnie jak ze świetlówkami, które gdy tylko UE narzuciła zamiast normalnych żarówek - nie dość, ze stały się droższe, to i o jakieś 60% mniej trwałe.

      > Znajdzie się jedenasty, dwunasty, trzynasty, który otworzy biznes i będzie robił taniej z dobrym zyskiem.

      Bzura. Dziesięciu podzieli się tortem i zrobi wszystko, żeby nie dopuścić jedenastego, dwunastego itd. To, że mamy wolny rynek, nie oznacza, że przestępczość znika. Spalona hurtownia tego jedenastego, pocięta twarz żony tego dwunastego i obaj zmieniają branżę.
      Masz trzech operatorów komórkowych. Wchodzi czwarty. Trzech się zmówiło i oferują rozmowy pomiędzy sobą znacznie taniej niż w przypadku tego czwartego. Po prostu robią narzuty takie, że minuta rozmowy jest 3x droższa. Można? Można. Dodaj do tego konieczność budowy infrastruktury, czarny PR i "wypadki losowe" w stylu ktoś zniszczył mu nadajnik w nocy.

      Usuń
    2. "Mnie też by to gówno obchodziło, gdybym za to nie tracił."
      Zakładamy przecież, że nie ma socjalizmu.

      "No właśnie, a wydaje mi się, że wyżej lansowałeś tezę, że wyższe wynagrodzenia pracowników nie wpłyną na wycenę usługi."
      Zakładamy, że jest wolny rynek.
      Zrozum, że wyższe wynagrodzenie nie bierze się od tak -bo się należy.Zakładamy, że nie ma państwowych firm. Wyższe wynagrodzenie bierze się z wyższej wydajności pracownika! Nie ma pieniędzy za nic. Zakładamy, że nie ma socjalizmu.
      Zatrudnisz sobie pracownika i będziesz wiedział, że nie rośnie cena (albo rośnie cena i jednocześnie jakość) jeśli się podnosi wynagrodzenie PROPORCJONALNIE do jego wykonywanej pracy. Jeśli się podnosi za nic to i się za nic od konsumenta nie dostanie więcej za krzesło, bo pójdzie klient do innego. Inny producent Cię wykończy, bo to rozumie.

      "Moje większe dochody nie odbiją się wprost proporcjonalnie na ilości zakupowanego towaru."
      W przypadku krzeseł jak jestem bogatszy to sobie kupuję nowe luksusowe. Na siłę ten Twój argument, żeś się uczepił tych krzeseł. Zmień branże jak nie widzisz w krzesłach interesu, przecież zakładamy, że mamy wolny rynek. Możesz sobie nawet aptekę otworzyć.

      "Więc producent krzeseł nic na tym nie zyska, że się stałem 2x bogatszy. Jedynie będzie mógł podnieść cenę krzeseł - tylko wtedy rośnie inflacja i nic z tego nie mam, że zarobiłem więcej."

      Jeśli maleje popyt względem podaży to cena spada. Myślisz, że jak nikt nie będzie kupował, to cena jeszcze urośnie, ludzie..

      "Podobnie jak ze świetlówkami, które gdy tylko UE narzuciła"
      Zakładamy, że mamy wolność i wolny rynek i raz, że nikt nam nic nie narzuca, a dwa stolica nie pomaga dużym koncernom, by przetrwała likwidując małą konkurencję.
      Nie mamy wolnego rynku.

      Usuń
    3. "Ja chcę oglądać telewizję, a nie mieć zbędne bajery i funkcje."

      To odklej się od Uni i jej norm to Ci wyprodukuję taki tani telewizor za śmieszne pieniądze. Jak będzie wolny rynek to będzie mi się opłacać. Korporacje mają w tym interes by mi się nie opłacało, by była norma, bo korporacje stać na normę. Na razie mamy świat norm, więc oglądaj obraz wedle norm czy Ci się to podoba czy nie. Płać i oglądaj! Chciej wolnego rynku, gdzie państwo nie dotyka się do gospodarki, a będziesz miał tani, prosty, trwały telewizor czy samochód.

      Wiesz, że w Indiach chyba.. potrafią wyprodukować w pełni sprawne auto, bez bajerów za 3000zł? Ale nie wolno Ci kupić, bo nie przechodzi normy i w życiu nie przejdzie, bo firma nie jest tak bogata i wpływowa jak GM (istnieje toto jeszcze?), VAG, PSA. Nie ma absu, airbagu i nie przejdzie. Nie mogę nie mieć absu i airbagu, szybko jeździć też nie mogę. Już o durnych normach spalin nie wspomnę.
      GM bankrutuje śmiercią naturalną i jeszcze państwo dopłaca. A czemu mnie nie dopłaci jak ja bankrutuje? Jak ja mam wygrać z GM? Jak jego sztucznie podtrzymują, a mnie próbują zablokować normami? Nie ma wtykania nosa przez państwo do gospodarki - GM upada, a ja buduje tanie, dobre samochody odpowiednie do wymagań klienta, a nie norm. Wygrałem, bo byłem zwyczajnie lepszy. - To jest wolny rynek
      Obecnie to nie jest wolny rynek.

      "To, że mamy wolny rynek, nie oznacza, że przestępczość znika. Spalona hurtownia tego jedenastego, pocięta twarz żony tego dwunastego i obaj zmieniają branżę.
      Masz trzech operatorów komórkowych. Wchodzi czwarty. Trzech się zmówiło i oferują rozmowy pomiędzy sobą znacznie taniej niż w przypadku tego czwartego. Po prostu robią narzuty takie, że minuta rozmowy jest 3x droższa. Można? Można. Dodaj do tego konieczność budowy infrastruktury, czarny PR i "wypadki losowe" w stylu ktoś zniszczył mu nadajnik w nocy."

      Nie mamy wolnego rynku. Jak będziemy mieli wolny rynek to i będziemy mieli surowe kary, być może i z karą śmierci włącznie. To, co się wyrabia dzisiaj, że taksówkarz nowemu taksówkarzowi podpala samochód i nie ma żadnych większych konsekwencji - to jest właśnie bezprawie! Prawa ma być minimum, ale musi być ono wyegzekwowane! Nie tworzy się prawa, którego nie można wyegzekwować!

      W branży operatorów komórkowych nie ma wolnego rynku! Poza tym tych trzech operatorów to nie czasem już jedna firma? Coś mi się obiło o uszy..

      Usuń
    4. > Zrozum, że wyższe wynagrodzenie nie bierze się od tak -bo się należy.

      Jak to nie? Wystarczy, że rzemieślników będzie mniej niż miejsc pracy. Z roku na rok, trzeba im będzie płacić coraz więcej. Do tego konkurencja za granicą, czy ze strony większych firm.

      > W przypadku krzeseł jak jestem bogatszy to sobie kupuję nowe luksusowe.

      Teoretycznie. W praktyce może być mi to zupełnie nie potrzebne. 2x większe zarobki nie oznaczają jeszcze luksusu. Dlaczego mam zmieniać branżę?! Przecież wolny rynek jest lekarstwem na wszystko. Żonglując branżami, to i za PRL i za UE mogę się dorobić.

      > Jeśli maleje popyt względem podaży to cena spada

      Koszty rosną bo społeczeństwo staje się bogatsze. Nikt już nie chce pracować za dotychczasową stawkę. Koszty rosną, popyt się nie zmienia, producent bankrutuje. Więc o czym tu mowa?

      > Nie mamy wolnego rynku.

      Tzn. że to UE wymusza na producentach sztuczne zaniżanie trwałości produktu??? Ciekawe. Polecam "spisek żarówkowy". To nie ma nic wspólnego z rynkiem. Im trwalsze produkty, tym rzadziej kupujesz nowe. Przez modele w123 i w124 Mercedes mało nie poszedł z torbami. Dlatego obecnie producenci stosują czasem chipy z timerami, które blokują urządzenie po iluś tam cyklach. Urządzenia produkowane są w Chinach, a te do UE nie należą. Produkty jednorazowego użytku, których nie da się naprawić, to pewnie też wina podatków i regulacji a nie chciwości producentów i zmowy rynkowej.

      Usuń
    5. > To odklej się od Uni i jej norm to Ci wyprodukuję taki tani telewizor za śmieszne pieniądze.

      W Uni nie byliśmy i jakoś nikt TV za darmo nie rozdawał. Pierwsze słyszę o dyrektywie Unijnej "sprzęt ma się zwalić tuż po gwarancji a jego naprawa ma być nieopłacalna". Biedni producenci, chcą robić super trwałe i funkcjonalne produkty za symboliczną cenę, tylko UE im nie pozwala... Najlepsze jest to, że większość z nich produkuje poza Unią.

      > Wiesz, że w Indiach chyba.. potrafią wyprodukować w pełni sprawne auto, bez bajerów za 3000zł?

      Widziałeś testy zderzeniowe tych samochodów? Chińczycy robią zegarki szwajcarskie za 1% ceny tych ze Szwajcarii. Tylko jakoś nie chce mi się tego kupować bo ich jakość pozostawia wiele do życzenia.

      > Jak będziemy mieli wolny rynek to i będziemy mieli surowe kary

      Tak i latające autobusy. Już widzę tych złodziei którzy sami obcinają sobie ręce. Bo przecież obecna przestępczość wynika z tego, że państwo dopłaca do firm. Do tego dodajmy Twój genialny pomysł z ubezpieczeniami, że ja płacę za Twoją złośliwość i mamy komplet.
      Swoją drogą raj dla lekarzy. Będą mogli wycinać co im się podoba, bez czytania nawet karty pacjenta. A jak Ci wytną rękę zamiast wyrostka, to przecież mogłeś się ubezpieczyć. Polisa wzrośnie o 1 000%, ale stać Cię - mamy wolny rynek a tam lekarze się nie mylą ;)

      Usuń
    6. Między innymi dyrektywa RoHS wpływa poniekąd na to. Produkują po za Unią, bo w Uni się nie opłaca. I tak to co idzie do Uni musi spełniać normy unijne.

      Co Unię obchodzą testy zderzeniowe i co obchodzi Cię moje zdrowie. Chcesz to sobie kup nie chcesz nie kupuj. Ktoś sobie kupi. To swoje życie ryzykuje wsiadając za kółko, bądź jako pasażer obok. Niech konsument oceni czy produkt jest wart swojej ceny.

      A ja sobie kupiłem taki zegarek i chodzi już rok. Dałem 10zł. Przez 50lat wydam 500zł i nie szkoda mi będzie jak któregoś zgubię. Nie zabraniaj mi wyboru, a sobie kup szwajcarski jak oczywiście chcesz.

      "Tak i latające autobusy. Już widzę tych złodziei którzy sami obcinają sobie ręce. Bo przecież obecna przestępczość wynika z tego, że państwo dopłaca do firm. Do tego dodajmy Twój genialny pomysł z ubezpieczeniami, że ja płacę za Twoją złośliwość i mamy komplet.
      Swoją drogą raj dla lekarzy. Będą mogli wycinać co im się podoba, bez czytania nawet karty pacjenta. A jak Ci wytną rękę zamiast wyrostka, to przecież mogłeś się ubezpieczyć. Polisa wzrośnie o 1 000%, ale stać Cię - mamy wolny rynek a tam lekarze się nie mylą ;)"

      Tak się broni człowiek jak brakuje mu argumentów. Często w tej durnej TV można takie coś zobaczyć.

      Usuń
    7. "Wystarczy, że rzemieślników będzie mniej niż miejsc pracy." Zacznij przykład od początku, a nie od połowy czyli: Co miało by spowodować, że rzemieślników będzie mniej niż miejsc pracy?"

      "Dlaczego mam zmieniać branżę?! Przecież wolny rynek jest lekarstwem na wszystko. Żonglując branżami, to i za PRL i za UE mogę się dorobić."

      Dlatego, żeś mało inteligentny(jako przykładowy pracodawca oczywiście) i źle trafiłeś w rynek (pewnie byś chciał dotacje?). Wolny rynek jest lekarstwem na głąbów. Lepsi wygrali.
      To pożongluj sobie branżami w UE.

      "Koszty rosną bo społeczeństwo staje się bogatsze. Nikt już nie chce pracować za dotychczasową stawkę. Koszty rosną, popyt się nie zmienia, producent bankrutuje."

      Co to jest? Pracować się nie chce i kupować się nie chce, i jeszcze koszty rosną czegoś tam. O co chodzi? Na przykładach? Są bogaci i kupują tyle samo, to po co im więcej zarabiać? Gdzie jest logika w tym przykładzie?

      "Dlatego obecnie producenci stosują czasem chipy z timerami, które blokują urządzenie po iluś tam cyklach."
      Przykład?

      "Produkty jednorazowego użytku, których nie da się naprawić, to pewnie też wina podatków i regulacji a nie chciwości producentów i zmowy rynkowej."

      Ciekawe kto Ci kupi wieczny tv za cenę 9tys. zł. Znajdź głupka, który to zacznie produkować i na tym zarobi. Pomijam, że człowiek świadom, że za 2 lata może wyprze ten jego TV nowa technologia i będzie to nic nie wart przeżytek. Poza tym to nie wolny rynek jeśli jest jakakolwiek wytyczna.

      Usuń
    8. > co obchodzi Cię moje zdrowie.

      W zasadzie w dupie mam Twoje zdrowie. Problem zaczyna się wtedy, kiedy tym samochodem wyprodukowanym z puszek po konserwach i odpadów przemysłowych staranujesz mój samochód jak Ci urwie się jakiś wahacz, hamulce przestaną działać albo coś takiego. Nie mam nic do samochodów z kartonu i zegarków które chodzą aż rok i się im nic nie dzieje. Co powiesz na to, że jeden z moich zegarków, chodzi od 1968 roku?

      > Tak się broni człowiek jak brakuje mu argumentów.

      Ja się nie bronię, po prostu ręce mi opadają, jak czytam takie głupoty. Śmieszą mnie ludzie tak naiwni, że wierzą, iż wystarczy aby państwo nie wtrącało się w politykę, a zmieni to mentalność ludzi. Staną się uczciwi, sędziowie, policja, politycy będą nieprzekupni, każdy będzie wspaniałomyślny, odpowiedzialny, życzliwy i otwarty. Będzie płacił pracownikowi zawsze stosownie do jego wkładu w firmę. Drogi nie będą kosztować 1 mln za kilometr tylko jakieś grosze i każdy będzie mógł sobie wybudować takową. Ubezpieczalnie będą dokładać do polis, prywatne szpitale leczyć taniej niż robią to teraz, a program nauczania zmieni się na lepsze.
      Człowieku – wolny rynek, to tylko i wyłącznie brak wtrącania się państwa w gospodarkę! I tyle. Żadne tam „policja stanie się od razu uczciwa”. Są tacy którzy wierzą w socjalizm i tacy którzy ślepo wierzą w kapitalizm. Ja wiem, że i jedno i drugie to utopia. Bo żaden system, który nie bierze pod uwagę czynnika ludzkiego, jest gówno warty.

      > Co miało by spowodować, że rzemieślników będzie mniej niż miejsc pracy?

      Dziesiątki czynników. Migracja do krajów zagranicznych, nawet socjalistycznych, gdzie rzemieślnik lepiej by płacił. Likwidacja szkół zawodowych, albo płatne szkolnictwo, dzięki któremu większości nie byłoby stać na naukę. Moda na inne kierunki kształcenia. Mógłbym spytać dlaczego teraz brakuje fachowców i rzemieślników, ale zwalisz to na publiczne szkolnictwo, dlatego sobie daruję. Ja wiem, dlaczego jest ich mało.

      > To pożongluj sobie branżami w UE.

      Tak broni się człowiek, któremu brakuje argumentów. Podsumowując: w UE dorobi się ten kto ma kasę, jest mocniejszy i układy, na wolnym rynku dorobi się ten kto ma kasę, jest mocniejszy i ma układy.

      > Gdzie jest logika w tym przykładzie?

      Właśnie sam się zastanawiam. To nie mój przykład, tylko podsumowanie Twojego. Po co więcej zarabiać? A odkładam sobie na lokatę, żeby zapewnić lepszy „start” moim dzieciom ew. mieć na czarną godzinę, albo sobie na wczasy pojechać. Ew. wymienię samochód nie raz na 10 lat tylko raz na 5 lat. Uprzedzając Twoje pytanie – nie każdy może być organizatorem wycieczek i produkować samochody.
      Kolejne bezsensowne myślenie wolnorynkowców, że jak ktoś jest dwa razy bogatszy, to wydaje na lewo i prawo, dzięki czemu robią się miejsca pracy dla nowych osób.

      Usuń
    9. > Przykład?

      Producenci drukarek – i to chyba jak leci wszystkich. Producenci baterii do laptopów. Niedawna afera z telewizorami Sony. W prostszych przykładach – wystarczy umieścić taśmę aparatu kompaktowego w okolicy wysuwanego obiektywu. Taśma się przeciera, a wymienić się nie da, bo jest zaklejona w jakiejś obudowie. Koszt taśmy 5 zł, w serwisie wymiana całego modułu 400 zł. Nowy aparat 700 zł. Mój samochód i łożyska kół. Kiedyś w starszych samochodach jak padło łożysko, to wymieniało się łożysko za 50 zł. Teraz muszę wymienić piastę (bo jest z nim zintegrowana), oraz czujniki ABS (bo są z nią zintergrowane). W sumie 500 zł. A i tak mam lepiej, bo jakbym miał Lagunę, to tam jest to wszystko dodatkowo połączone z tarczą hamulca. Jarzysz? Element eksploatacyjny jak tarcza hamulca, która w ori kosztuje 150-200 zł, musi być wymieniona z piastą, łożyskami, czujnikami. Czyli około 1 000 zł za jedno koło, a kół masz cztery. Zapewne nie zauważyłeś, że odkąd UE wymyśliła obowiązek jazdy na światłach, to producenci samochodów 1) zmienili rodzaj żarówek na takie które palą się raz do roku 2) maksymalnie utrudnili wymianę żarówki (Megane 2 – musisz odkręcić koło, zdjąć zaślepkę w nadkolu i kombinować.
      Zapewne jest jakaś dyrektywa unijna, która nakazuje producentom pojazdów modularną konstrukcję elementów eksploatacyjnych. Dodam, że jakiś czas temu Unia nakazała producentom samochodów stosować takie konstrukcje reflektorów, aby była możliwa samodzielna wymiana żarówki.

      > Ciekawe kto Ci kupi wieczny tv za cenę 9tys. zł.

      Skoro taki jesteś wolnorynkowiec, to może pozwolisz zadecydować konsumentom. Może są tacy, co zamiast wywalać 3 tyś złotych co 2 lata, będą chcieli kupić coś co będzie im działało 15 lat. Poza tym skąd bierze się zawyżona cena tego „wiecznego”? Mercedes w124 kiedy był w produkcji, był porównywalnie drogi (porównując ze średnim wynagrodzeniem w Niemczech) niż obecna klasa E. Zresztą idiotę ze mnie robisz? Normalny TV bez chipa który go np. na stałe wyłączy po 25 000 godzin, ma być droższy niż coś z tym chipem? Z jakiej racji? Przecież ten chip ma swoją cenę i TV + chip powinien być droższy od samego TV.
      Moja stara lodówka firmy Polar, pracuje od 30 lat. 15 lat temu, zaczęła pełnić rolę drugoplanową, jej miejsce zajęła nowoczesna lodówka, wcale nie tania. Wytrzymała 5 lat. Od tego czasu wymieniłem już 3. Póki działały, chłodziły jak tamta stara, więc o co mi nowa technologia?!

      Usuń
  21. "Teraz to ja muszę zapłacić złomiarzowi, żeby wziął ode mnie samochód, bo przepisy zmuszają mnie do jego utylizacji."
    Bzdura. Płacą i to nie najgorzej, zależy jakie auto. Za poloneza jeszcze z 600-700 dadzą, bo ciężki. Wtedy dawali 1500, bo był jeszcze zbyt na części.

    "Ale z mojego. Mój ubezpieczyciel widzi, że mam pecha, bo bez przerwy ktoś we mnie wjeżdża. Wypłaca kolejne odszkodowania, więc stawka ubezpieczenia idzie w górę."

    Ma podstawy twierdzić, że jesteś ofermą i nie jeździsz rozważnie np. hamując ostro przed nosem, bądź prowokujesz inne sytuacje celem zarobkowania - dzisiaj wielu z tego żyje. Kupują tanie auto z dobrym rocznikiem, po czym wciska się bezczelnie (np. przy wyprzedzaniu) między Ciebie, a pojazd poprzedzający i gwałtownie hamuje - szans nie masz. Powinieneś zachować należytą odległość. Prawnie wina Twoja, a realnie wiadomo czyja.

    "Do tego mam zazdrosnego sąsiada, który dwa razy w tygodniu swoim Starem taranuje moje Porsche. On jest bezkarny, a ja płacę już 1 000% zwyżki, bo bez przerwy ktoś demoluje mi samochód."

    To wezwij policję i już nie będzie bezkarny i zwyżek nie stracisz. W czym problem? Oczywiście cały czas zakładamy, że wprowadzamy wszystkie zmiany na raz. Czyli np. nieobowiązkowe ubezpieczenia, ale i surowa represja karna. Prywatyzujemy szkoły, ale i usuwamy ministerstwo szkolnictwa dając wolność itd. Cały czas nawiązuje do założenia JKM. W przeciwnym wypadku nie ma to sensu.

    Rowerzysta OC nie płaci wcale, motorowerzysta za 50zł/rok (może podnieśli) będzie naprawiam mój samochód, ja za 700zł/rok będę naprawiał motorowerek. No sprawiedliwie jak cholera. Jednemu przyrżną w samochód za 100tyś, on naprawi za grosze i przytuli grube pieniądze, a inny biedny do naprawy będzie musiał dołożyć chodź składkę mają taką samą. Skoro socjalizm tak się troszczy o mniej zaradnych to niech zapłaci za naprawę tyle ile naprawa kosztuje.

    "A gdzie jazda na trolejach, kontrolowany poślizg, technika jazdy z prędkościami >160 km/h, dynamika jazdy, zachowanie w sytuacjach ekstremalnych, jazda w nocy, w nietypowych warunkach atmosferycznych."

    Mojego ojca tego nie uczono, mojej matki tego nie uczono, mojej kobiety tego nie uczono, mnie tego nie uczono i moich kolegów koleżanek też tego nie uczono. Wszyscy potrafimy jeździć po śniegu, >160km/h, umiemy jeździć dynamicznie, w nocy i w innych nietypowych warunkach atmosferycznych. Oczywiście w kręgu moich znajomych dochodziło do śmiertelnych wypadków. Z mianowicie takich powodów: wysoka prędkość w terenie zabudowanym, wyprzedzanie na ciągłej na łuku, alkohol. Rzecz w tym, że każdy swój rozum ma. Ja jak pierwszy raz wsiadłem do samochodu po zdaniu prawo jazdy to jeździłem 50km/h potem stopniowo zwiększałem prędkość. To się działo samo wraz z wzrostem moich umiejętności. W czym problem? Jeśli ktoś wsiada pierwszy raz i rozpędza samochód do prędkości >160km to jego wyrok jest znany. Pustki w głowie egzaminator nie zmierzy. Selekcja naturalna.

    Skąd pewność, że będzie inna droga, chętny inwestor, lub że inne nie będą droższe?

    Mowa tu o połączeniach miast i miałem tu na myśli połączenia dużych miast. Ominąć się da. Jestem świadkiem pewnej głupoty, jak to tiry zasuwają mi pod oknem omijając wysoko płatną autostradę A2. Płaci się ogromną akcyzę na paliwo, płaci się za kilometry, a usługi nie ma (np. jest remont). Kto się ma przejmować jak własność jest "niczyja" i interes jest "niczyj". A czy wiesz co to jest system viatoll? A jak się rozrośnie to kto ustali ceny? Obwodnica łodzi jeszcze nie jest zbudowana, a już wiedzą ile będą brać za przejazd. Skąd ta cena?

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  22. > Płacą i to nie najgorzej, zależy jakie auto.

    To chyba różnych złomiarzy znamy.

    > Ma podstawy twierdzić, że jesteś ofermą i nie jeździsz rozważnie np. hamując ostro przed nosem, bądź prowokujesz inne sytuacje celem zarobkowania - dzisiaj wielu z tego żyje.

    No widzisz. Więc Ty złośliwie niszczysz mój samochód, ubezpieczyciel zwala to na mnie i ja za to płacę. System beznadziejny. Zniszczyłeś mi samochód - masz za niego zapłacić, koniec, kropka.

    > To wezwij policję i już nie będzie bezkarny i zwyżek nie stracisz.

    Policja jest prywatna, nie stać mnie na nią. Albo jest państwowa i nieudolna. Nie mam świadków, nic nie zarejestrowałem, nie mam dowodów. Sprawa umorzona, a ja bulę za kolejne naprawy.
    Dlaczego na wolnym rynku miałoby być tak, że mój bardziej wpływowy sąsiad nie jest poza prawem? Skoro teraz jest, to chyba idiotyczne przerzucenie kosztów jego głupoty na mnie, nic w tej kwestii nie zmieni.

    > chodź składkę mają taką samą.

    Od kiedy to składkę mają taką samą? Wręcz odwrotnie. Motorower wjeżdża w mój samochód za 100 tyś. Robi szkodę na 20 000 zł. Ubezpieczyciel naprawia to z polisy motorowerzysty. Dostaje zwyżkę 10% i płaci 55 zł. Swoim samochodem, wjeżdżam w motorower warty 3 000 zł. Szkody wynoszą 1 000 zł. Ja dostaję zwyżkę 10% i zamiast 1 500 zł rocznie płacę 1 650 zł. Chociaż mój ubezpieczyciel wydał na to 20x mniej.
    W Twoim systemie, motorowerzysta we mnie wjeżdża, ja bulę 20 000 z mojego ubezpieczenia, a on sobie dla zabawy wjeżdża w kolejny samochód i ma wszystko w dupie. To jest dopiero chore. Nawet jak go podam do sądu, okaże się, że nie zarabia, albo zarabia grosze i jedyne co ma to skuter, a ja nic z tym nie mogę zrobić.

    > Wszyscy potrafimy jeździć po śniegu, >160km/h, umiemy jeździć dynamicznie, w nocy i w innych nietypowych warunkach atmosferycznych.

    Cmentarze pełne są takich, którzy stwierdzili, że potrafią jeździć wszędzie. Ciekawe skąd tyle wypadków, skoro każdy jeździ bezbłędnie.
    Mój ojciec skończył ze 6 klas podstawówki, a umie pisać, czytać, zna się na stolarce, ślusarce, mechanice pojazdowej i kilku innych rzeczach. Wniosek? Kończyć edukację na 6 klasach?
    To, że masz szczęście i nie wyjebałeś gonga, nie znaczy, że umiesz jeździć. Poszukaj na blogu, opisywałem kolesia który zginął na drzewie, bo myślał, że wszystko umie już na chwilę po odebraniu prawa jazdy.

    > Mowa tu o połączeniach miast i miałem tu na myśli połączenia dużych miast.

    Tzn. w zajebistym systemie dróg prywatnych, mogę dojechać z Lublina do Warszawy, ale z Lubartowa do Lublina już nie. Bo nie ma drogi.
    To, że TIR-y jeżdżą Ci pod oknem, to wynika tylko z tego, że za jazdę po autostradach muszą płacić. Czy będą na wolnym rynku jeździć Ci pod oknem, to jest kwestia tego, czy będziesz przepuszczał ich taniej czy drożej niż właściciel autostrady (zakładając, że stać Cię będzie na wejście w posiadanie tej drogi).

    OdpowiedzUsuń
  23. "To chyba różnych złomiarzy znamy."

    Każdy jeden płaci podobnie. Jest tu kilku. Mają konkurencyjne ceny.

    "No widzisz. Więc Ty złośliwie niszczysz mój samochód, ubezpieczyciel zwala to na mnie i ja za to płacę. System beznadziejny. Zniszczyłeś mi samochód - masz za niego zapłacić, koniec, kropka."

    W obecnym systemie też za to płacisz. Hamujący oszołom jest bezkarny i ma pieniążki. O co Ci chodzi?
    W moim systemie za drugim, trzecim przyhamowaniem ubezpieczyciel podnosi mu składkę i mu się odechciewa taki interes. Jak w ogóle nie ma ubezpieczenia to w jego interesie jest wręcz unikać kolizji z winy tej drugiej strony i ze swojej także.

    "Policja jest prywatna, nie stać mnie na nią. Albo jest państwowa i nieudolna"
    Wyjątkowo jest państwowa napisane wyżej! Obecnie jest nieudolna, ale to wina nieudolnego systemu. Jak chce się rządzić wszystkim to się rządzi niczym i nie można niczego upilnować też i policji.

    "Nie mam świadków, nic nie zarejestrowałem, nie mam dowodów."
    .. a bym chciał kogoś udupić.

    Ot nasze prawo.
    Dzisiaj wystarczy, aż tyle nie mieć, żeby kogoś udupić. W normalnym sprawiedliwym państwie jak się nie ma dowodów (w postaci zniszczonego samochodu, zadrapaniach na Starze, świadków) to nie ma powodu nikogo aresztować. Dzisiaj trzeba mieć dowody nie na winę - tylko na niewinność. Niewinny z góry jest podejrzany, a jak się nie wybroni to jest winny. Potem odbywa śmieszną karę. Nie tak to ma być! To Ty(nie mówię osobiście) masz mu udowodnić winę, a jak mu udowodnisz to odbywa surową karę! Wystarczy obejrzeć dwa samochody i nawet na starze zostają ślady.

    "Dlaczego na wolnym rynku miałoby być tak, że mój bardziej wpływowy sąsiad nie jest poza prawem?"
    Dlatego, że państwo zamiast grzebać bezsensownie w gospodarce (co nie pomaga, a zwykle zaszkodzi) miało by TYLKO udoskonalać sądownictwo, policję, wojsko, administrację.. Właściwie tam nie ma co udoskonalać, tam trza te papiery wywalić i napisać od nowa. Jeśli mam 100 interesów po całej Polsce i próbuję nimi zarządzać z centrum, to wiadomo, że nic z tego nie wyjdzie, bo nie potrafię tego ogarnąć. Dlatego jeśli nieogarnięte interesy przynoszą straty to je sprzedaję, aż do takiej liczby nad którą mogę zapanować, bądź bez której funkcjonować nie mogę. Lepsze 5 prężnie działających interesów niż 100 ledwo trzymających się kupy.

    OdpowiedzUsuń
  24. "Motorower wjeżdża w mój samochód za 100 tyś. Robi szkodę na 20 000 zł. Ubezpieczyciel naprawia to z polisy motorowerzysty. Dostaje zwyżkę 10% i płaci 55 zł. Swoim samochodem, wjeżdżam w motorower warty 3 000 zł. Szkody wynoszą 1 000 zł. Ja dostaję zwyżkę 10% i zamiast 1 500 zł rocznie płacę 1 650 zł. Chociaż mój ubezpieczyciel wydał na to 20x mniej."

    "Od kiedy to składkę mają taką samą?"
    Składkę płacą taką samą jeśli mają jednakową pojemność silnika(w przypadku samochodów osobowych). Nie ważne, że koszt naprawy tego za 100tys. to 20tys., a tego za 10tys. 3 tyś. Płacą jednakową składkę. Oczywiście w momencie uderzenia skuter-samochód, samochód-skuter jest jeszcze gorzej.
    Właściciel taniego auta czasami musi nawet dopłacić do naprawy - i czy on nie jest wydymany?

    "To jest dopiero chore. Nawet jak go podam do sądu, okaże się, że nie zarabia, albo zarabia grosze i jedyne co ma to skuter, a ja nic z tym nie mogę zrobić."
    Surowa represja załatwi sprawę np. ciężka praca fizyczna do odpracowania. Będzie się wtedy bał. Jak ma OC to się nie boi. Boi się za niego tylko ubezpieczyciel.
    A co Ty chcesz mu zrobić? Kasę dostaniesz jak ubezpieczyłeś. On karę też dostanie, bo złamał te dość proste zasady kilkukrotnie.

    "Cmentarze pełne są takich, którzy stwierdzili, że potrafią jeździć wszędzie. Ciekawe skąd tyle wypadków, skoro każdy jeździ bezbłędnie."
    Nikt nie powiedział, że każdy jeździ bezbłędnie i że kiedykolwiek ktokolwiek będzie jeździł bezbłędnie. Ten kto myśli, że jeździ bezbłędnie jest idiotą. Człowiek nie jest nieomylny, a Ty chcesz go na siłę takim zrobić. Nie uda Ci się - od razu Ci tu mówię. Ty też podejmujesz ryzyko zbliżając się do jezdni. Tak jest i tak będzie. Wypadki były i będą, ale można je w większym bądź mniejszym stopniu regulować. Wystarczy pozdejmować pewne ograniczenia i przeszkody, a problem się sam rozwiąże. Jeśli ktoś jedzie po dziurach i koleinach siedem godzin nad morze to nie trudno o wypadek ze zmęczenia. Jeśli ktoś robi dziennie 100km i mija 4 fotoradary na pięćdziesiątkach to pomiędzy fotoradarami chce nadrobić stracony czas. To odruch wręcz i o wypadek nie trudno. Widzę to, bo mam w pobliżu fotoradar. Na jego widok ludzie potrafią hamować z piskiem - autentycznie!- chodź nie jest nabity.

    "Mój ojciec skończył ze 6 klas podstawówki, a umie pisać, czytać, zna się na stolarce, ślusarce, mechanice pojazdowej i kilku innych rzeczach. Wniosek? Kończyć edukację na 6 klasach?
    To, że masz szczęście i nie wyjebałeś gonga, nie znaczy, że umiesz jeździć."

    Mój ojciec ma 40lat prawko jeździ dużo i nie "wyjebał gonga". Wyjeździł w praktyce tysiące godzin bez "stróża" obok. Ile musi się według Ciebie najeździć kandydat na kierowce by było pewne, że umie jeździć?

    "Tzn. w zajebistym systemie dróg prywatnych, mogę dojechać z Lublina do Warszawy, ale z Lubartowa do Lublina już nie. Bo nie ma drogi."
    Dlaczego nie ma drogi?

    "To, że TIR-y jeżdżą Ci pod oknem, to wynika tylko z tego, że za jazdę po autostradach muszą płacić. Czy będą na wolnym rynku jeździć Ci pod oknem, to jest kwestia tego, czy będziesz przepuszczał ich taniej czy drożej niż właściciel autostrady (zakładając, że stać Cię będzie na wejście w posiadanie tej drogi)."

    Dokładnie tak ma być!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Składkę płacą taką samą jeśli mają jednakową pojemność silnika(w przypadku samochodów osobowych).

      Jakiś przykład samochodu z silnikiem 50 cm^3?
      Od pojemności, naliczana jest podstawa (moim zdaniem niesłusznie bo co ma pojemność do tego?!). Następnie masz zwyżki albo zniżki w zależności od tego ile szkód powodujesz i jak jesteś ryzykowny. Na ryzyko wpływa wiek, czas od zdania egzaminu na prawo jazdy, to czy będziesz jeździł samochodem sam czy z kim innym, czy w kraju czy za granicą, itd.

      > Surowa represja załatwi sprawę np. ciężka praca fizyczna do odpracowania.

      Koleś jest mi winien 20 000 zł i co?! Ma odpracować, ale gdzie i na rzecz kogo?! Ja muszę wyłożyć 20 000 zł na naprawę swojego samochodu (a przecież wcale nie musze mieć tej gotówki) i następnie będę miał satysfakcję, że tamten się napracuje. Żadna atrakcja dla mnie.

      > Nikt nie powiedział, że każdy jeździ bezbłędnie

      W przypadku kierowców, ważne jest doświadczenie i obycie. Zastanawiam się zresztą, gdzie nauczyłeś się jeździć >160 km/h i wyprowadzać auto z poślizgu, skoro tego nigdzie nie uczą, a podobno umiesz?! Nie nauczyłeś się, eksperymentowałeś w normalnym ruchu komunikacyjnym, będąc zagrożeniem dla innych użytkowników dróg.

      > Ile musi się według Ciebie najeździć kandydat na kierowce by było pewne, że umie jeździć?

      Do skutku. Tak jak napisałem wyżej... doświadczenie, obycie i nawyki. Nawyk kontry czy odpowiedniego operowania gazem/hamulcem wyrobić jest łatwo, w ciągu kilku godzin na trolejach. Np. na kursach nauki jazdy praktykuje się skręcanie na „dojenie krowy”, które zupełnie nie sprawdza się w normalnej jeździe. Tego każdy musi się już nauczyć sam. Ostatnio jechałem w taką mgłę, że miałem wrażenie, że nie widzę końca swojej maski. Na 10 kierowców, może jeden miał włączone przeciwmgielne. Reszta nie miała, bo nawet nie wie jak tego używać. Przecież na egzamin to niepotrzebne. Za to w normalnych warunkach często widzę idiotów na przeciwmgielnych, myślących, że tym zastąpią światła do jazdy w dzień.

      > Dlaczego nie ma drogi?

      No z tego co rozumiem, to nikt ich nie wybudował. Pisałeś coś o połączeniu pomiędzy dużymi miastami.

      > Dokładnie tak ma być!

      Czyli TIR-y dalej jeżdżą pod oknem, ale wg. zasad wolnorynkowych ;)

      Usuń
  25. Nie mogę dyskutować z człowiekiem, który nie rozumie, bądź nie zna podstawowych zasad wolnego i niewolnego rynku, a uzasadnieniem jest to czy on wierzy czy nie wierzy. Nie mogę pisać do człowieka, który czyta tekst bez zrozumienia. Daje odpór, bo to strata naszego czasu. Znamy swoje poglądy i może przyjdzie nam w przyszłości doświadczyć "mojego" systemu, bo jaki jest Twój się nie dowiedziałem.
    Pozdrawiam i dziękuje za dyskusję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zasady o których piszesz, są mi bardzo dobrze znane. Problemem jest ideologia, którą sobie do tego dokładasz, a która mnie jakoś nie przekonuje. Masz wyidealizowaną wizję, opartą na teoretycznych dyrdymałach pisanych przez zwolenników tego typu rozwiązań. Moje uzasadnienie jest tak samo dobre, jak i Twoje:
      - TY - wierzysz (bo nie masz żadnych dowodów i nie ma żadnej logicznej zależności), że policja będzie skuteczniejsza, prawo lepiej skonstruowane, politycy nieprzekupni a sędziowie obiektywni.
      - JA - w to nie wierzę, bo to nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem.
      Po upadku komuny też miało być tak super, bo wystarczy zmienić zasady i będzie świetnie. Jak jest, wszyscy widzą. Zmieniły się zasady, ale nie obywatele, którzy są w mentalnym PRL-u.
      Wy wolnorynkowcy każdemu staracie się wcisnąć swoje wizje, a jak ktoś ma do nich wątpliwości, to mu wmawiacie, że nie wie o co chodzi.
      Mówisz, że czytam bez zrozumienia, a jakbyś sam przeczytał co napisałeś, doszedłbyś do wniosku, że zdrowo się zapętliłeś. Przedstawiasz mi rozwiązanie A, które ma być uniwersalne i bardzo dobre, podaję Ci przykłady jego bezsensu, zgadzasz się, że jest ułomne, ale i tak wolisz tą ułomność od tamtej - bo tak.

      Popraw mnie, jak się mylę:
      wolny rynek: gospodarka reguluje się sama na zasadach podaży i popytu. Państwo się nie wtrąca, nie naciska, nie reguluje, nie wspiera.
      niewolny rynek: gospodarka jest sterowana przez rząd, centralnie, na zasadzie dyrektyw, przepisów, ustaw, kar i nagród.
      I to tyle różnic. Reszta jest dokładnie identyczna. Jeśli obecnie na rynku jest zmowa, to będzie i na wolnym rynku. Jeśli obecnie policja jest nieudolna, to taka sama będzie na wolnym rynku. Jeśli uczelnie prywatne są kiepskie, to takie same będą kiepskie na wolnym rynku. Jeśli pan Mietek kradnie, tak samo będzie kradł na wolnym rynku.
      Mam wrażenie, że sam nie rozumiesz zasad wolnego rynku, a swoje teorie czerpiesz z bloga JKM.

      Usuń
  26. "Masz wyidealizowaną wizję"

    To Ty sobie to wymyśliłeś i próbujesz mi udowodnić, że idealnie nie będzie. Ja o tym wiem, że nie będzie. Nie ma idealnego systemu. Będzie bieda, bezrobotni, chorzy umysłowo i fizycznie.. Ale JA dosyć już mam niewolnictwa.

    "Mam wrażenie, że sam nie rozumiesz zasad wolnego rynku, a swoje teorie czerpiesz z bloga JKM."

    Ja, jak i moi znajomi i rodzina tę teorię znamy od dawna, zanim przyjrzałem się twórczości JKM. Zasady rynku znać muszę. Prowadzę małą działalność, zatrudniam ludzi, konkuruję. Z niektórą konkurencją prywatnie sympatyzuję, służbowo konkurujemy. Nie widzę logicznej i korzystnej możliwości zmowy. Jedynie możemy się obaj zmówić i nasyłać kontrolę trzeciemu - bo rynek jest niewolny i są kontrole, więc teoretycznie możemy. Każda troska tego miłosiernego państwa o moje dobro i dobro moich pracowników to dla mnie i dla nich cios w plecy. Musiałem ostatnio wprowadzić oszczędności i podnieść ceny. Urosły przecież wszystkie materiały włącznie z paliwem. Planuję się przebranżować, ale jest problem. Są pewne wymogi niby unijne. Piszę "niby", bo unia określa wytyczne w trzech punktach (dość prosto), a polska interpretacja jest na 3 strony i dyskwalifikuje mnie na starcie. Dodam, że wymogi te nie wnoszą dosłownie nic. Głównie chodzi o "bezpieczeństwo" konsumenta i pracownika, a tak naprawę produkt jest bardziej szkodliwy niż ten wyprodukowany z pominięciem norm - czyli zwyczajnie "na lewo". Czemu? Bo wymogi pożarły koszty produkcji i trzeba oszczędzać. W Wielkiej Brytanii, która też jest przecież w UE i spełnia te same wymogi w tej branży, przychodzi do przyszłego przedsiębiorcy urzędnik, rozgląda się po pomieszczeniu i mówi, że jest ok. - proszę zaczynać od przyszłego miesiąca, za rok przyjdę na kontrol - wszystko. Zobacz ile ktoś na mnie na takim niewolny rynku zarabia, a wręcz kradnie zgodnie z prawem. Gdyby nie było możliwości ingerencji nie było by możliwości ugrania na mnie pieniędzy. Jeśli jest możliwość łatwego ściągnięcia pieniędzy to i bzdurne ustawy będą się mnożyć i mnożyć. Jedyną wtedy kontrolą byłby konsument - jeśli odpowiada produkt za tę cenę to biorę, jak nie to się bujaj. Zawsze tak było i jest w szarych strefach i komu to przeszkadza? Teraz, to jest rynek niewolny i szkodliwy dla mnie, dla moich pracowników i klientów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > Będzie bieda, bezrobotni, chorzy umysłowo i fizycznie.

      Czyli nic się nie zmieni. Zmiana systemu tylko dla idei. I tym się różnimy. Ja widzę problem i go rozwiązuję. Ty masz gotowe rozwiązanie i próbujesz dobrać do niego problemy.
      Uprzedzając fakty widzę że jesteś pracodawcą. To wiele zmienia. Ciebie nie interesuje, żeby było lepiej, tylko chcesz więcej zarobić. Oczywiście Twoje prawo, tylko ja cały czas kombinuję tak, żeby było lepiej ogólnie, a nie tylko określonej grupie.

      > Zasady rynku znać muszę. Prowadzę małą działalność, zatrudniam ludzi, konkuruję.

      Nie widzę logicznego związku. Znam ogromną ilość ludzi którzy zarządzają, a nie znają zasad rynku i tak samo – wykonują zawód o którym nie mają pojęcia.

      > Nie widzę logicznej i korzystnej możliwości zmowy.

      To znaczy, że jej nie ma? Przeglądarka -> Google -> Zmowa rynkowa – pojawiają się przykłady. Widzę miliony takich możliwości. Po co mam konkurować ze swoim kumplem, skoro możemy podzielić rynek na pół, stwarzać pozory konkurencji i zajmować się przede wszystkim nie dopuszczeniem innych do koryta?! Weź mi wytłumacz fenomen strajkujących taksówkarzy. Państwo chce znieść regulację, a oni są za regulacją i jeszcze strajkują. Przecież wolny rynek jest wspaniałą rzeczą, więc o co im chodzi?

      Z resztą wypowiedzi zgadzam się w 100%. Wolny rynek jest lepszy od regulowanego, ale ma swoje patologie. Te muszą być rozwiązane, a wyrwanie całej władzy i kontroli z rąk państwa oraz rozdanie jej ludziom może spowodować, że tą władzą zrobią sobie kuku. Tam gdzie rynek radzi sobie sam, powinien być wolny, ale całkowita deregulacja wszystkiego to utopia. Powiem Ci, że prowadziłem dwie firmy. Obie rozwiązałem nie przez represje państwowe (dobrałem branżę oraz zakres usług tak, że poza VAT-em i CIT-em nie czułem żadnego ciśnienia z góry), a przez niekompetencje wspólników.
      A wracając do instynktu samozachowawczego ludzi: co powiesz na to, że w Krakowie podobno określona grupa zbiera podpisy czy coś tam jeszcze, żeby zrobić z centrum strefę płatnego wjazdu?! Ci ludzie sami nakładają na siebie podatek w imię źle pojętego własnego interesu.

      Usuń