wtorek, 7 lutego 2012

Premier bredzi o referendum

Miłościwie nam panujący zezwolili na debatę publiczną. Skoro nie dało się wmówić wszem i wobec, że anty-ACTA to gimbusy którzy nawet tego wspaniałego porozumienia nie przeczytali, władza musiała wyjść do ludu. Co prawda na wszelki wypadek zaproszenia na poniedziałek o 14:00 wysłali w piątek po 18:00, ale jednak komuś tam udało się wiadomość odczytać, potwierdzić wizytę i się stawić.

Przyznam, że nawet tej debaty nie oglądałem. Bo po co?! Marna prowokacja ze strony rządu, która nic nie wniesie do tematu, a ma na celu jedynie ratowanie słupków poparcia to nie jest coś, co by mnie specjalnie zainteresowało. Zaciekawił mnie jednak ten fragment.

Jeżeli miałbym rzucić w diabły mandat wyborców, tylko dlatego, bo w jednej sprawie duża grupa się ze mną nie zgadza, to znaczy, że nie miałbym podstawowych kwalifikacji.

Zabawne… podkreśliłem słowa kluczowe. Pomijam kwestie kwalifikacji, bo tych moim zdaniem Premier nie miał, nie ma i nigdy mieć nie będzie. Premier dzieli “grupy” na te które dają mandat i te które się nie zgadzają. Z wypowiedzi wynika, że ważniejsza jest ta pierwsza grupa, chociaż zapewne bałby się sprawdzić, która liczniejsza. Frekwencja wyniosła 48,92% z czego na PO zagłosowało 39,18%. To znaczy, że faktycznie, ten mandat chciało przyznać 19,56% uprawnionych do głosowania. Biorąc pod uwagę skalę manifestacji oraz nastroje społeczne, nawet przeglądając zasoby Internetu, dochodzę do wniosku, że zwolenników ACTA jest zdecydowana mniejszość. Czy słusznie robi premier, ze nie liczy się z głosem większej “grupy”? Podobno mamy przecież demokrację.

Zabawnie brzmi też ta “jedna sprawa”. Myślę, że w większości decyzji podejmowanych przez ten nieudolny rząd, jest spora grupa osób, która jeszcze myśli i się nie zgadza.

Ja za chwilę będę przeprowadzał bardzo trudną reformę emerytalną.

Że co? Podniesienie wieku emerytalnego, to żadna reforma. To jedynie przedłużenie agonii systemu emerytalnego i kolejne łamanie umowy społecznej. Przez reformy to ja rozumiem jakieś znaczące zmiany w funkcjonowaniu czegoś. Rząd po prostu przejebał kasę którą zagrabił obywatelom i teraz kombinuje skąd by tu jeszcze komu wyciągnąć. Za ZUS się nie weźmie, bo za dużo kolesi mogłoby stracić stołek. Przywilejów emerytalnych nie ruszy, bo go górnicy na taczkach wywiozą. Odważny mąż stanu, znów weźmie się za najsłabszych i najbiedniejszych, żeby za 4 lata powiedzieć, że inaczej nie mógł i jak Kaczyński by rządził to by było na pewno jeszcze gorzej. Problem z emerytami, to zdaniem rządu on wynika z tego, że się za mało dzieci rodzi. Rząd przeciwdziała temu np. podnosząc VAT na ubranka dziecięce. By żyło się lepiej.

Odpowiedzialna władza, bierze czasami na klatę decyzje, co do których wie, że nie będą cieszyły się akceptacją większości.

Zgadza się. Jeśli chodzi o reformy podatkowe, gospodarcze czy emerytalne to jak najbardziej. Ale jaki interes ma rząd i Polska, w podpisaniu ACTA, że Premier tak zaciekle broni tego porozumienia?! Niepopularna decyzja, słupki lecą w dół, interes społeczny żaden, zyski żadne a Donald nadal nieugięty. Rząd który marnuje już 5 rok, nagle przypomniał sobie, że jest coś takiego jak niepopularna decyzja. Ten sam rząd, który nie chciał stresować obywateli reformami.

…gdybyśmy uzyskali 50% frekwencji.

Dlaczego 50%? W wyborach parlamentarnych nie potrzeba takiej frekwencji, a przecież decyduje się tym wyborem o sprawach bardziej kluczowych dla Polski, niż porozumienie, które podobno, nic nie zmienia. A i wybór jest prostszy… TAK, NIE, NIE MAM ZDANIA. Można uznać, że kto nie zadecydował nie ma zdania. Może lepiej 100%. Premier by nie poszedł, referendum nie ważne, dziękuję, do widzenia.

Państwo wiecie, trzeba wydać dobrze ponad 100 mln zł i modlić się o to, żeby uzyskać 50% frekwencji. Ja wiem jak wygląda frekwencja w necie…

Te 100 mln, można uszczknąć z tych 300 mld, które mieliśmy dostać z Unii i które by przepadły, gdyby PiS doszedł do władzy. Zabawne, że na dowolną pierdołę ustawioną pod kolesi kaski nigdy nie szkoda, tylko na referendum zawsze szkoda.

Poza tym, gdybym ja był premierem, już dawno stworzyłbym bazę pozwalającą podejmować tego typu decyzje bez wychodzenia z domu. Cyfrowy podpis, odpowiednia baza danych, terminale w urzędach miasta. Koszt wprowadzenia byłby pewnie niewiele wyższy niż jedno referendum, a modyfikacje na takiej bazie danych byłyby trudniejsze do przeprowadzenia niż dopisywanie krzyżyków na kartach wyborczych. No chyba, żeby rząd dalej nie wiedział kto tym administruje, a główny administrator (idę o zakład, że rodzina albo kolega kogoś z Wiejskiej) ustawił login admin, hasło admin1. Ale to trzeba chcieć i na pewno nie zdecyduje się na to ktoś, kogo zdanie wyborców obchodzi tylko w dniu wyborów.

Nie chcę was zanudzać argumentami.

No tak… każdy PO-wiec wie, że argumenty to nuda i w ogóle strata czasu. Po co Premier ma nas zanudzać szczegółami transferu gotówki, w postaci łapówek, z korporacji amerykańskich do europejskich polityków.

0 komentarze:

Prześlij komentarz