niedziela, 26 lutego 2012

Skutki odwiedzin w myjni

Warunki atmosferyczne nie zachęcają do jakiejkolwiek pielęgnacji samochodu. Aby nie jeździć jak ostatni flejtuch, musiałem jednak coś zrobić. Chociaż mam wrodzoną niechęć do myjni automatycznych, albo tych samoobsługowych ostatecznie skorzystałem z myjni.
I to właściwie już drugi raz tej zimy. We wpisie w którym przedstawiłem mój proponowany zestaw do mycia/konserwacji, ktoś tam zarzucił mi pedalstwo, pedantyczność i zdziewiczenie. Bo po co to?! Prawdziwy mężczyzna nie myje samochodu, a jeśli już, to robi to na myjniach. Takich o, ręcznych, samoobsługowych. Co to się wrzuca 5 zł i w 30 sekund ogrania cały samochód. Nie wiem czy standardem nie jest też mycie wnętrza w taki sami sposób.



Podobno nie ma żadnej różnicy pomiędzy efektem takiego mycia, a tym co ja robię ze swoim autem od prawie dwóch lat.
W kąt rzuciłem moje uprzedzenia wynikające z obserwacji efektów korzystania z takich sposobów. Przecież technika idzie do przodu i skoro wszyscy tak robią, to musi być dobre. Odwiedziłem zaawansowaną, nowoczesną myjnię samoobsługową Karchera. To było ze dwa miesiące temu. Za siedem złotych zafundowałem sobie mycie i woskowanie. Efekt? Zmarnowane 7 zł. Samochód jak był brudny przed myciem, taki pozostał.
Kumpel stwierdził, że coś zrobiłem nie tak. Niedokładnie. Dziwne, bo starałem się umyć dokładnie każdy element, chociaż szczotką która ma szerokość ze 30 cm, to nie takie proste. Nie oglądałem nawet efektów w dzień, bo wiedziałem, że są marne, a po chwili i tak samochód już był brudny. Inny znajomy powiedział mi, że mam słabą technikę. Bo auto trzeba umyć, a potem przelecieć szmatką po całości. Średnio do mnie trafiała i ta szczotka na myjni (wcieranie w lakier ziarenek piachu) i to wycieranie szmatką (także wcieranie). No ale skoro wszyscy tak robią…
Tym razem, wczoraj, postanowiłem skorzystać z innej myjni. Takiej co to jakiś mistrz myje dokładnie samochód, potem osusza itp. Jeszcze nie automatyczna, ale coś pośredniego. Za 12 zł. Wybrałem się tam z kumplem na godzinę przed zamknięciem. Niestety po 15 minutach stania, dowiedziałem się, że przede mną jest jeszcze jakaś Laguna. Dalsze czekanie uznałem za bezcelowe. Zanim facet ogarnie tę Lagunę, to będzie już godzina zamknięcia. Pojechałem ponownie na zaawansowaną myjnię Karchera.
Kumpel miał mnie przypilnować, żebym wszystko zrobił dobrze. Pierwsze dwa złote poszło na dokładne opłukanie wodą pod ciśnieniem. Następnie aktywna piana, dystrybuowana ze szczotki, którą należało wycierać cały samochód…
- ty, czekaj… ona nie jest brudna? Jakaś taka czarna…
- to brud z twojego samochodu. Wystarczy przesunąć ze dwa razy po dachu i już masz coś takiego. Olej.
Dokładnie przetarłem każdy element. Następnie spłukanie wodą pod ciśnieniem, gorący wosk i jeszcze raz spłukanie wodą destylowaną. Pięknie.
Zdążyłem odstawić kumpla do domu, samochód podsechł i już widać było marne efekty mycia. Na karoserii pozostał rozmazany bród.
- nie wiem co z tym twoim samochodem, na moim nic takiego nie widać nigdy.
- może dlatego, że jest srebrny i na nim nigdy nie widać czy jest brudny czy nie.
- możliwe.
Wieczorem wróciłem do domu, dziś wyszedłem na inspekcję… i proszę bardzo:
IMG_2013Wspomniany rozmazany brud, idealnie widać pod listwą ochronną. Cały dół wygląda w ten sposób. To samo jest obok wlotu powietrza na masce, na tylnej klapie i miejscami na dachu. Nie, to nie jest tak, że zdążył już się ubrudzić. Widać ślady rozpryskującego błota, ale są po innym kątem – no i co tu dużo mówić, wyglądają inaczej. Tu widać wyraźnie ślady po włosiu szczotki.
Niestety dalej jest tylko gorzej:
IMG_2015
Takie rysy, są na całej powierzchni karoserii. Długie, poziome rysy od brudnego włosia szczotki. Inne zdjęcia:
IMG_2014IMG_2012Tak wyglądają wszystkie lakierowane elementy, które wczoraj umyłem.
Samochód wygląda fatalnie. Jest brudny i porysowany. Nadaje się tylko do polerki. Przez 8 lat, Holender nie dał rady tak zajechać lakieru, jak ja to zrobiłem dwoma, a może jedną, wizytą na myjni. Samochód przetrwał niemyty poprzednią zimę. Tym razem chciałem go regularnie myć, bo ponoć to lepiej dla lakieru. Wcześniej owszem, były świrle, ale jak na 10 letni samochód, praktycznie niezauważalne. Widziane w słońcu i jak się dokładnie przyjrzeć.  Były odpryski lakieru od kamieni, ale to normalne. To co było nienaruszone było nadzwyczaj świeże.
Nie mam zdjęć przed. Takie najbardziej pod światło:
IMG_1604
IMG_1167
Dodam, jeszcze, że ten wosk płynny nic nie daje. Dobrze nawoskowany samochód charakteryzuje się tym, że na jego karoserii woda kropelkuje…

Takiego efektu nie ma po wosku w płynie, z lancy Karchera na myjni samoobsługowej.
Więc zanim kolejny raz ktoś mi powie, że mycie na dwa wiadra i ręczne woskowanie to to samo (i nie ma różnicy) co umycie na szybko środkami dostępnymi na myjniach ręcznych czy automatycznych – niech się puknie w swój pusty łeb!

0 komentarze:

Prześlij komentarz